Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grunt to okładka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grunt to okładka. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 grudnia 2017

170. Grunt to okładka #listopad2017 #grudzień2017

W listopadzie i grudniu długość ma znaczenie. Co to dokładnie oznacza? To, że do wyzwania wybierałam książki, które miały długie tytuły, składające się z co najmniej trzech słów. W dwa miesiące przeczytałam 7 książek, do wyzwania pasowało 5. 
Zapraszam do zapoznania się z moim zdaniem na temat poniższych pozycji.

 "Umierałem sto razy" to historia człowieka, który sięgnął dna. Prawdziwa opowieść o tym, jak alkohol potrafi zniszczyć rodzinę, życie i samego człowieka. Historia Zdzisława Korczaka jest brutalna i do bólu szczera, w niektórych momentach wręcz odrzucająca i obrzydliwa. To nie jest książka, którą czytałam jednym tchem, to jest książka, którą czytałam fragmentami, czasami bardzo krótkimi. Musiałam je potem długo trawić. Uderzyło mnie to, jak bardzo straszna to jest choroba. Bo tak, alkoholizm to choroba. I chociaż wcześniej znałam problem, nie tylko ze studiów, praktyk, ale przede wszystkim z życia, to dopiero ta lektura pozwoliła mi głębiej wejść w temat. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że taka tragedia nie dotyczy mnie ani bliskich mojemu sercu i ... polecać tę książkę w ramach przestrogi.
A ku pamięci zapisuję cytat znaleziony na kartach lektury.
"Tragedią młodego człowieka w początkach alkoholizmu jest to, że wie o nim tak mało. Tragedią starego człowieka w nałogu jest to, że wie o nim tak dużo i tak późno..." (str. 88)

 "Ene, due, śmierć" to pierwsza część z kilkutomowej serii z Helen Garce w roli głównej. Czyta się szybko i przyjemnie, choć nie raz ciary chodzą po plecach.
Każdy zna wyliczankę zaczynającą się od słów "ene, due,...". Tyle że w dziecięcej rymowance bocian zjada żabę, co w sumie jest naturalną koleją rzeczy. A w książce M.J.Arlidge'a wyliczanka kończy się śmiercią, okrutną śmiercią. 
Pistolet z jedną kulą w magazynku. Telefon z wiadomością. I Twoja decyzja. Zabij albo zostań zabity. Gra z porywaczem, z której jest właściwie tylko jedno wyjście. I choć policja, z Helen Grace na czele,  robi wszystko, żeby ująć porywacza, ten zawsze jest o krok przed nimi. Stawka jest wysoka, zostają porwane kolejne pary, z których wiadomo, że przeżyje tylko jedna osoba. Kiedy zostają porwane dwie osoby bliskie Helen, ta powoli zaczyna łączyć elementy układanki. Czy zdąży na czas, żeby ich uratować?

 Po lekturze pierwszej części z Helen Grace w roli głównej, czyli "Ene, due, śmierć", która bardzo mi się podobała, z chęcią sięgnęłam po drugą część. "Powiedz, panno, gdzie Ty śpisz" opowiada o próbach wytropienia mordercy, który bez litości pozbawia życia mężczyzn korzystających z usług prostytutek. Po zabójstwach serca ofiar trafiają do rodziny albo współpracowników. Kolejny seryjny morderca nie daje odpocząć inspektor Grace. 
Krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się szybko. Historia wciąga swoją treścią, a po plecach nie raz przebiega dreszcz. Szkoda, że kolejne części tego cyklu nie zostały jeszcze wydane w naszym kraju. Mam jednak nadzieję, że będą przetłumaczone już wkrótce, bo chciałabym wiedzieć, co będzie się dalej działo u Helen, która po pracy ma specyficzne hobby...

"Po prostu zabijałem" opisywana jako spowiedź seryjnego mordercy jest tak naprawdę opisem tego, jak łatwo można przyzwyczaić się do zabijania. Niektórzy nie umieją sobie tego wyobrazić, a dla innych, jak dla bohatera tej książki, to zwykła codzienność. Nie ma tu jakiś szczegółowych opisów tego, co oprawca robił swoim ofiarom. Ale to co mnie najbardziej powaliło, to takie wyprane z emocji mówienie o tym, kogo się zabiło. Najczęściej bez powodu. Zabójca mówi, że zabijał, aby przeżyć. Dla mnie to nie jest rozwiązanie ani tłumaczenie. Ja mam chyba jakiś inny system wartości i inne sposoby na rozwiązywanie problemów. Przeczytałam to wszystko szybko, ale już wiem, że nie wrócę do tej historii. 

 "Gorzka czekolada i inne opowiadania o ważnych sprawach" to książka polecana głównie dla dzieci w wieku 11-15 lat. Zamówiłam ją dla 9-latki, a dopiero po fakcie odnalazłam widełki wiekowe. Postanowiłam ją więc najpierw sprawdzić. Po lekturze myślę, że przypadnie jej do gustu, a historie i morały w niej zawarte na długo zostaną w głowie.
Zbiór opowiadań, o którym mowa to 15 opowiadań o tym, co w życiu ważne. O wartościach takich jak przyjaźń, szacunek, czy sprawiedliwość. W "Gorzkiej czekoladzie" jest też mowa o tym, dlaczego nie warto kłamać i dlaczego takie ważne jest, aby w pewnych sytuacjach zebrać się na odwagę i powiedzieć głośno o tym, co nam nie pasuje i nie jest fajne.
"Gorzka czekolada..." to dobra książka dla naszych dzieci, tych trochę starszych, ale też.. dla nas samych. Piętnaście opowiadań i piętnaście wartości, które warto pielęgnować w naszym życiu, a które czasem ciężko wytłumaczyć najmłodszym. Ten zbiór opowiadań może nam w tym pomóc. 


wtorek, 5 września 2017

163. Grunt to okładka #lipiec2017 #sierpień2017

Lipiec i sierpień był dla mnie słaby pod względem czytelniczym. Przeczytałam w sumie siedem książek, a do hasła z KROPKĄ dopasowałam tylko jedną. Zapraszam na skromną recenzję.

 Książkę "Chajzerów dwóch" dostałam w prezencie urodzinowym od Przyjaciółki, razem z kilkoma innymi pozycjami. Postanowiłam sięgnąć po nią w pierwszej kolejności, bo potrzebowałam czegoś lekkiego, na odmóżdżenie, zabawnego. Znając z internetu humor Filipa wiedziałam, że to będzie dobry wybór. 
Książka jest zabawna, pełna humoru i wspomnień. Rozmowa ojca z synem pełna jest również emocji i uczuć, to widać i czuć z każdą kolejną przeczytaną kartką. 
Filip, syn i Zygmunt, ojciec żyli w dwóch różnych światach. Zygmunt bywał na prywatkach, na których muzykę zapewniały adaptery. Filip to pokolenie płyt CD, IKEI i McDonaldów. Ojciec usiadł z synem, rozmawiają o wszystkim. Choć czasem facetom ciężko tak po prostu szczerze rozmawiać, to oni potrafili. Podzielili się z czytelnikami tym, co jest tylko ich. Opowiedzieli, jacy byli, jaką drogę przeszli, co przeżyli i jacy są teraz. 
Cieszę się, że miałam okazję zapoznać się ze światem "Chajzerów dwóch". Jeśli tylko napiszą coś jeszcze, to chętnie przeczytam.

sobota, 4 marca 2017

151. Grunt to okładka #styczeń2017 #luty2017

 "Zimny pokój" to szósta część zmagań sierżanta Logana McRae z przestępcami, morderstwami i wszelką patologią, jaka występuje na świecie. 
Tym razem do Aberdeen pojawia się Knox, który po odsiedzeniu wyroku za porwania i gwałty na staruszkach, wraca w rodzinne strony, chcąc zmienić swoje życie. Logan i reszta ekipy mają mu zapewnić ochronę. Nie jest to wymarzone zajęcie dla McRae, ale skoro przełożeni każą, podwładni muszą.
"Zimny pokój" w mojej ocenie wypada przeciętnie na tle pozostałych części. Czarny humor się utrzymuje, chociaż McRae coraz bardziej się na sobą użala. Nie raz podczas lektury mówiłam do niego w duchu "Weź się chłopie w garść!". Może mam przesyt MacBridem? Nie wiem.. Wiem jedno - wrócę do przygód Logana i to pewnie już niedługo.

 Lektura "Niebezpiecznych kobiet" to moje czwarte spotkanie z wywiadem-rzeką Patryka Vegi. I chociaż książkę czytało się dobrze i szybko, to tak do końca nie wiem, co powinnam o niej sądzić.
Ciekawe to było doświadczenie - zobaczyć, jak "od kuchni" wygląda praca kobiet w polskiej policji. Jak sobie radzą ze stresem, z przewagą mężczyzn w tym zawodzie, z przestępcami, jakie jest ich postrzeganie i odbieranie przez innych funkcjonariuszy.
Z całej książki wyłania się obraz policjantki-hetery. Kobiety twardej, silnej, zdecydowanej,  nieustępliwej, trochę nawet wulgarnej. A gdzieś z boku zdrady, wybuchy emocji, małżeństwa kończone z wielkim hukiem, picia. To wszystko sprawia, że na policjantki patrzę trochę z rezerwą, nie wiedząc, czego się można spodziewać. Chyba nie do końca o to chodziło w tej książce.

 Długo zbierałam się do tego, żeby zacząć czytać serię z Chyłką. Dostałam ją na urodziny, ciągle odkładałam, aż w końcu zebrałam się w sobie i zaczęłam. Jak zaczęłam, tak ... przepadłam! 500-stronicowa księga została pochłonięta w kilka godzin, dosłownie.
Piotr Langer zostaje oskarżony o morderstwo i przebywanie przez 10 dni ze zwłokami. Sprawa wydaje się być oczywista. Jednak oskarżony próbuje prowadzić grę, nie tylko z organami ścigania, ale też ze swoją prawniczką, Joanną Chyłką. Chyłka jest pracownikiem warszawskiej korporacji "Żelazny&McVay", która rządzi się swoimi prawami. Chyłka jest bezpośrednia, nie przebiera w słowach i środkach, wali prosto z mostu. Na dodatek dostaje pod swoje skrzydła aplikanta, Kordiana Oryńskiego, którego od pierwszego dnia przezywa Zordonem, bo w końcu "Kordon, Zordon, jeden pies". ;) 
Duet Chyłka i Zordon, to mój kolejny ulubiony duet! Zabawni, skuteczni, dociekliwi, z problemami, czujący do siebie miętę przez rumianek. Najlepsi na wszystko! Z ogromną chęcią i ciekawością sięgam po kolejne części.


 Po przeczytaniu dwóch pierwszych części z Chyłką w roli głównej bez zastanowienia sięgnęłam po "Rewizję". I tak jak w poprzednich częściach - nie zawiodłam się, miło spędziłam czas.
Dotychczas Chyłka i Zordon grali do jednej bramki, tym razem przychodzi im grać do dwóch przeciwnych. Chyłka, która jest pogrążona w kręgach prawniczych (po szczegóły odsyłam do "Zaginięcia") broni Roma oskarżonego o zamordowanie żony i córki. Oryński tymczasem reprezentuje towarzystwo ubezpieczeniowe, w którym wysoką polisę miały wykupione żona i córka klienta Chyłki. 
Zwykły obywatel w walce z wielką korporacją. Czy ma jakieś szanse na zwycięstwo? Czy tolerancja wygra z dyskryminacją? Czy Oryński nie polegnie na placu boju mając za przeciwnika Chyłkę? Na te inne pytania odpowiedzi znajdziecie w "Rewizji", którą, jeśli jeszcze nie znacie, mocno polecam poznać!

 Sięgnęłam po "Immunitet" bez wahania po lekturze wcześniejszych części. I to był kolejny dobry wybór! 
Chyłka po wielu trudnościach wraca do gry. U jej boku znów pojawia się Oryński. Duet nie-idealny zaczyna działać w sprawie najmłodszego sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Sendal zostaje oskarżony o morderstwo człowieka, którego nigdy nie widział i o którym nigdy nie słyszał. Sprawa nie jest jednak taka oczywista. Pojawiają się świadkowie z najwyższych szczebli, żona sędziego nie do końca jest po jego stronie.
Chyłka i Zordon mają ciężki orzech do zgryzienia i mało czasu na rozwiązanie zagadki. Mimo wszystko podejmują się wyzwania. W pewnym momencie lektury miałam wrażenie, że sprawa ich przerośnie. Jednak prawniczy duet zawsze spada na cztery łapy i w tym wypadku również jakoś sobie radzą.
Już nie mogę się doczekać na piątą część zmagań Joanny i Kordiana, bo ... polubiłam ich od pierwszych stron.


sobota, 31 grudnia 2016

148. Grunt to okładka #grudzień2016

Grudniowa odsłona wyzwania "Grunt to okładka" zobowiązuje - pozostajemy w klimacie świąt :)  Czyli czytamy wszystko, co ma na okładce śnieg, sanki, rękawiczki, ciepłe skarpety i grube swetry, choinkę, bombki, prezenty.. U mnie pojawiają się jeszcze pierniczki i czapka, więc się liczy :) 

 "Garść pierników, szczypta miłości" to zimowa opowieść o tym, jak znaleźć szczęście nawet w grudniowe, mroźne dni. 
Historia Hanki i Wiktora jest tak do bólu przewidywalna, ale zarazem tak ciepła i pozytywna, że nie sposób nie doczytać jej do końca. I wydawać by się mogło, że o magii świąt w kontekście opowiadań miłosnych napisano już prawie wszystko. Jednak Natalia Sońska udowadnia, że magiczne święta, śnieg i grudzień wciąż mogą inspirować na nowo.
Hanka Bielska, pracująca w redakcji zagorzała singielka, próbuje samej sobie wmówić, że nie potrzebuje związku ani faceta. Kiedyś ktoś ją zranił i nie chce dwa razy wchodzić do tej samej wody. Jednak któregoś dnia praca sprawia, że poznaje Wiktora Olszewskiego - biznesmena, człowieka sukcesu, który na początku wydaje się być arogancki i zarozumiały. Ale jak to zwykle bywa, szczególnie w historiach o miłości, Bielska wchodzi w głębszą relację z Olszewskim. Przy pieczeniu pierników, spada na nich pierwsza szczypta miłości, a wraz z pojawieniem się kilku małych pomocników, miłość rośnie do wielkości worka z mąką. ;)
"Garść pierników, szczypta miłości" to niezwykle urocza opowieść, która pozwala się uśmiechnąć w ponure dni, wzruszyć, zdenerwować nawet. Cały wachlarz emocji zawarty na łamach tej opowieść jest warty tego wieczoru, który spędziłam czytając historię stworzoną przez Natalię Sońską. Na zimne, grudniowe wieczory książka idealna.

 "Anioł do wynajęcia" to kolejna powieść tak mocno przesiąknięta klimatem i magią Świąt Bożego Narodzenia, że czytając ją, miałam wrażenie, że dzisiaj Wigilia, że otula mnie ta magiczna atmosfera, mimo że za oknem szaro i buro, a śniegu zero. 
Michalina, główna bohaterka powieści daje się poznać czytelnikowi w momencie największych tarapatów w życiu. Nie ma gdzie mieszkać, nierzadko nie ma, co jeść, jest zziębnięta, wychudzona i samotna. Kiedy właściwie już nie ma nadziei na lepsze jutro spotyka na swojej drodze ludzi, którzy na zawsze mają odmienić jej życie. Najpierw Gabrysię, kwiaciarkę, która oprócz ciepłej herbaty cynamonowej, ofiarowuje dziewczynie swoje ciepło i pomoc. Potem, kiedy resztkami sił trafia do kościoła i przedstawia Bogu swoje nieśmiałe prośby, na ciemnych schodach spotyka (a raczej potyka się o..) Nelę, jędzowatą starszą panią z ciętym językiem, ale równie gorącym sercem. Równocześnie z Nelą, w życiu Michaśki pojawia się Konstanty, zwany pieszczotliwie Kotulą, a będący tytułowym aniołem do wynajęcia.
Michalina prosiła Szefa z Góry o niewiele, a dostała o wiele więcej. Miłość, przyjaźń, szczęście, ciepły i dobry dom, a przede wszystkim wspaniałych ludzi na swojej drodze, dzięki którym życie z dnia na dzień stało się prostsze.
Cały "Anioł do wynajęcia" jest niezwykle naiwny, ale przy tym historia jest na tyle ciepła, że będę do niej wracać jeszcze przed niejednymi Świętami. Myślę sobie, że powinna to być lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy już dawno zapomnieli o istocie Bożego Narodzenia.

 Bajki dla dzieci w zdecydowanej większości kończyły się dobrze. Kopciuszka znalazł książę, Śpiącą Królewnę obudził pocałunek ukochanego i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
W nowej powieści Natalii Sońskiej pojawia się współczesny Kopciuszek, pogrążony we śnie samotności i strachu przed ludźmi. Alicja, młoda lekarka, która przed problemami ucieka w pracę, stroni od ludzi i nawet na sylwestrową zabawę z przyjaciółmi jedzie na siłę.
Zakopane ma jednak to do siebie, że jakoś inaczej się tam żyje. I nawet Alicja, twarda i niedostępna kobieta, powoli zaczyna się topić jak bryła lodu. Pod wpływem Michała, rodowitego górala, ratownika TOPR o oczach barwy Morskiego Oka zaczyna rozkwitać, inaczej podchodzić do życia i ... być szczęśliwa.
Jednak bajki mają to do siebie, że nie zawsze dobrze się kończą. Historia Alicji i Michała jest nad wyraz skomplikowana, nie tylko przez odległość, jaka ich dzieli na co dzień. 
Ale o tym, czy książę będzie w stanie obudzić śpiącego Kopciuszka musicie dowiedzieć się sami, najlepiej z lektury powieści Natalii Sońskiej.

 Jedna kamienica, siedem mieszkań, siedem historii, kilkanaście osób skrzywdzonych przez życie. Tak wygląda ulica "Cicha 5". Ale wbrew nazwie wcale nie jest cicha. Dzieje się dużo, czasami nawet za dużo.
Zbiory opowiadań jakie są, każdy wie. Trafia się opowieść lepsza, ale też i gorsza. Z całego przekroju najbardziej zapadło mi w pamięć "Serce". Najsmutniejsza i najbardziej poruszająca historia. Może dlatego, że mój Mąż też jest motocyklistą i drżę za każdym razem, kiedy gdzieś rusza na swoim jednośladzie. Może dlatego, że ciągle z tyłu głowy mam uczucie, że mnie też to kiedyś może spotkać. Oby nie! 
Nie wszystkie książki o tematyce świątecznej są lekkie, łatwe i przyjemne. "Cicha 5" na pewno do nich nie należy. Porusza ważne kwestie, które powinny być dla nas priorytetem nie tylko przed świętami. I mimo, że wciąż czuję przygnębienie po lekturze "Serca", to cieszę się, że w radosnym oczekiwaniu na magiczne święta, trafiłam także na nieco poważniejsze potraktowanie tematu.



środa, 30 listopada 2016

143. Grunt to okładka #listopad2016

Listopad okładkowo upłynął pod wieloma barwami. Trzeba jednak było wybrać jeden kolor dominujący i do niego dopasować pozycje. U mnie padło na czerwony :) Tak przedświątecznie. (Jednak Autorka wyzwania Sylwia zmieniła mi kolor na biały;) Wszystkich książek w listopadzie przeczytałam dziewięć (wow! Sama jestem w szoku, że aż tyle!), do motywu dopasowałam jednak trzy. Zapraszam na króciutkie recenzje.

 Przewodnikiem po "Brudzie" życia jest Relu, adwokat bogatych klientów, mąż i ojciec, który wydaje się spełniony. Właśnie, wydaje się.. idealny, bogaty, piękny, lubiany. Ale każdy ukrywa swój brud - czy to podwójne życie, kłamstwa, plotki, złorzeczenie. 
Relu ma psa - Józka - który dla mnie był najbardziej pozytywną postacią tej książki. Dzięki niemu nie raz się uśmiechnęłam serdecznie, ale też uroniłam łzę.
"Brud" niewiele wniósł do mojego życia, poza kilkoma trafnymi cytatami. Dobrze, że chociaż był napisany przystępnym językiem i łatwo się czytało. Trochę sarkazmu i cynizmu zupełnie mi nie przeszkadzało, jak również wulgaryzmy. Na szczęście nie było ich tyle, co w poprzednich książkach Piotra C.
Nie jest to książka, którą można polecać jako perełkę polskiej literatury, ale jako lekki i niewymagający przerywnik między innymi pozycjami - sprawdzi się świetnie.

 "Milaczek" to pierwsza z trzech części opowiadających o przygodach Milenki, zwanej przez wszystkich jak w tytule. Milaczek jest ładny, miły, lubiany i ma kilka nadprogramowych lat i kilogramów. Na co dzień musi się zmagać ze swoją nowoczesną, ale jednak trochę ekscentryczną ciotką Zofią, która za wszelką cenę próbuje uszczęśliwić Milaczka. Między innymi organizując mu randki z dentystą.. Milenka musi również użerać się z Bachorem, uroczą sąsiadką Zuzanką, która ma siedem lat, nosi spodnie moro, nie cierpi różowego i ma mnóstwo genialnych (według samego Bachora) pomysłów. Wśród mnogości bohaterów pojawia się też pies arystokrata, o wdzięcznym imieniu Parys Antonio, który zżera wszystko, nawet baterie, jakie znajdzie w plecaku Bachora.
"Milaczek" to przyjemna lektura, momentami bardzo zabawna, pozwala się wyłączyć na jakiś czas, oderwać od codzienności i problemów. Z chęcią sięgnęłam po kolejne części przygód Milenki, Bachora i Ciotki Zofii. Magdalena Witkiewicz trafiła w moje gusta na ponure dni - idealnie ! :)

Dawno temu, gdy byłam jeszcze w gimnazjum na lekcjach polskiego Pani Ania pozwoliła mi odkryć ks. Jana Twardowskiego i jego twórczość. Przy każdej akademii, do każdej pracy klasowej wplatałam jego cytaty. Teraz na nowo odkryłam wiersze Twardowskiego i przypomniałam sobie, jak bardzo je lubiłam.
Najczęściej kilka wersów, kilkanaście słów, a tak idealnie trafiają w czułe punkty. Sprawiają, że uśmiecham się pod nosem, czasem ukradkiem ocieram łzę. Ksiądz Jan w prostych słowach wyraża to, czego czasami nie da się wyrazić kilkustronicowym elaboratem.
Uwielbiam tę prostotę, bezpośredniość, radość pisania. Już wiem, że w przyszłych ponurych dniach znów sięgnę po wiersze Twardowskiego. I znów będę mieć lepszy dzień.

sobota, 29 października 2016

138. Grunt to okładka #październik2016

W październiku na okładce miał pojawić się mężczyzna. Nie musiałam długo szukać, żeby znaleźć pasującą książkę. Było ich kilka, wybrałam jednak tę jedną - "Arytmię uczuć".

 "Arytmia uczuć" to w moim przekonaniu jedna z tych książek, których się nie czyta, a którymi się delektuje. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, iż akurat tę konkretną czytałam cały miesiąc? Brakiem czasu nie będę się wykręcać, bo to wcale nieprawda. Było tak, ponieważ zwyczajnie nie chciałam, żeby ta książka się skończyła, żeby pojawiła się kropka po ostatnim zdaniu.
Janusza L. Wiśniewskiego bardzo lubię, czytam wszystkie jego książki, jest jednym z moich ulubionych autorów. W "Arytmii uczuć"odpowiada na pytania Doroty Wellman, którą swoją drogą też bardzo lubię.
Wywiad-rzeka to nie jest moja ulubiona forma, jaką czytam. Jednak w tym wypadku chciałam, żeby ta rozmowa trwała i trwała. Wiśniewski to niezwykle inteligentny i wartościowy człowiek. Wykształcony w kilku dziedzinach potrafi tak przekazać informacje, że nawet laik wie, o co chodzi. Poza tym, potrafi tak opowiadać o uczuciach, że choć nie chcę, często się wzruszam. 
Dzięki "Arytmii uczuć" poznałam kolejne fakty z życia Wiśniewskiego, po części przybliżył mi swój świat, swoje jego postrzeganie, podejście do życia, ludzi, religii. A Wellman? Idealnie się wpasowała. Ma niesamowitą umiejętność stawiania odpowiednich pytań, potrafi słuchać. Dzięki niej ta opowieść była jeszcze ciekawsza. 
Teraz z jeszcze większą ochotą sięgnę po kolejną książkę tego duetu "Siedem lat później".

 Świeżo po lekturze "Arytmii uczuć" duetu Wiśniewski&Wellman sięgnęłam po drugą ich wspólną książkę "Siedem lat później".
Jak pierwszą się delektowałam, tak tę pochłonęłam jednym tchem. Była taka dobra! Ciekawa, inteligentna, zaskakująca. Ani się nie obejrzałam, a już byłam za połową. Odłożyłam na chwilę tylko po to, by pójść do pracy. Wróciłam, siadłam i ... zamknęłam po przeczytaniu ostatniej strony.
Uwielbiam ich dowcip, ich sposób pojmowania świata, ich umiejętność inteligentnej rozmowy. Ich zdolność do zadawania odpowiednich pytań w odpowiednich momentach. I to nie tylko Doroty Wellman, która po raz kolejny okazała się genialną słuchaczką, ale też Janusza L.Wiśniewskiego, który swoimi pytaniami, wtrąconymi w dobrych momentach, prowokował Wellman do zwierzeń, opowieści o sobie.
Uważam, że duet Wiśniewski&Wellman idealnie nadają się do pisania takich wspólnych książek. Ich rozmowy w formie wywiadu-rzeki są po prostu rewelacyjne. Będę wyczekiwać kolejnej, z ogromną nadzieją, że jednak kiedyś powstanie.

poniedziałek, 3 października 2016

135. Grunt to okładka #wrzesień2016

We wrześniu okładki czytanych książek miały się wpisywać w tematykę JESIENI. Przeczytałam w sumie pięć książek (dwie kolejne jeszcze niedokończone ), a do motywu wyzwania dopasowałam dwie. Obie mojego ulubionego autora, Cobena, do którego powróciłam po kilku latach. Zapraszam na krótkie recenzje.

 "Zostań przy mnie" została wydana w 2013 roku, a ja dopiero teraz się za nią zabrałam. Musiałam sobie zrobić odwyk od Cobena, po Mistyfikacji, której nie byłam w stanie przeczytać. Minęło kilka lat, a ja na nowo zaczynam odkrywać jego doskonały warsztat. Uwielbiam jego prowadzenie akcji, intrygi, wodzenie Czytelnika za nos.
"Zostań przy mnie" to z pozoru zwykła historia - ludzie z przeszłością próbują żyć normalnie. Ale prędzej czy później przeszłość daje o sobie znać, dopada w najmniej spodziewanym momencie. Zbrodnie, intrygi, niewyjaśnione zniknięcia - to wszystko sprawia, że historię Megana i Raya czyta się bardzo szybko, chcąc jak najprędzej dowiedzieć się, co będzie dalej.
To był bardzo udany powrót do twórczości Cobena. Już wiem, że moja miłość do jego książek zaczyna się na nowo. Sięgam od razu po kolejną! 

 Kolejna powieść Cobena, kolejna bardzo udana! I kolejna, w której przeszłość tak mocno wpływa na teraźniejszość bohaterów.
Kat Donovan, funkcjonariuszka nowojorskiej policji, musi się zmierzyć z demonami swojej przeszłości. Ponownie przeżyć śmierć ojca i zniknięcie narzeczonego. A dodatkowo - przeżyć to, że jej były narzeczony pojawia się ponownie, w niechlubnym świetle, w śledztwie, które prowadzi. Pytania, jakie dręczą Kat, niepewność, niedomówienia, sprawiają, że książka trzyma w napięciu. Każdy kolejny rozdział, to nowe emocje, zaskoczenie, a czasem wręcz niedowierzanie. Historia opowiedziana dobrze, do ostatnich kartek nie wszystko jest jasne. Ale to tylko sprawia, że nie można się oderwać od lektury, dopóki nie pozna się rozwiązania.


PS.
Na blogu znowu zmiany, bo z tamtym szablonem były tylko problemy. Wszystko znikało, nie wyświetlało się poprawnie. Dlatego też szablon jest najprostszy z możliwych i na razie taki zostanie.
Zakładka z okładkowym wyzwaniem "działa" już normalnie i będzie na bieżąco aktualizowana. Jednak recenzje z danego miesiąca będą się pojawiać również w formie zbiorczego wpisu pod koniec miesiąca lub na początku następnego, tak jak dziś.

A tak przy okazji jeszcze - wszystkie linki też zniknęły. Te, które widzicie obok aktualizowałam głównie po komentarzach. Jeśli o kimś zapomniałam, to przepraszam. A Wy koniecznie dajcie znać - czym prędzej dopiszę! :)

wtorek, 23 sierpnia 2016

130. Grunt to okładka #sierpień2016

Motywem przewodnim okładek czytanych w sierpniu miały być OCZY. I choć w tym miesiącu przeczytałam dziewięć książek, to do wyzwania dopasowałam (na razie;) trzy.


 "Masa o kilerach polskiej mafii" to kolejna część opowieści najbardziej znanego świadka koronnego w Polsce, Jarosława Sokołowskiego, pseudonim Masa. Po zwierzeniach o kobietach, pieniądzach, bossach i porachunkach rodzimej mafii, przyszedł czas na przedstawienie kilerów. 
Sokołowski w tym tomie opisuje zabójców pracujących na zlecenie gangów. Odpowiada na pytania, jakie zadają sobie przeciętni ludzie słyszący o płatnych mordercach. Jacy byli? Czy to rzeczywiście profesjonaliści, którzy z zimną krwią i bez wyrzutów sumienia kończyli ludzkie życie? Jakimi metodami się posługiwali, jak radzili sobie z wymiarem sprawiedliwości, czy wszyscy ponieśli zasłużone kary?
"Masa o kilerach polskiej mafii" to piąta książka napisana w formie wywiadu-rzeki przez Jarosława Sokołowskiego i Artura Górskiego. O ile część mówiącą o kobietach polskiej mafii czytałam z wielkim zainteresowaniem i ciekawością, tak kolejne wydają mi się coraz słabsze. Po najnowszą sięgnęłam chyba tylko z sentymentu, bo czytałam wszystkie poprzednie. Ale żeby mnie porwała i powaliła na kolana, to nie. Temat ciekawy, zresztą jak większość zagadnień dotyczących rodzimej mafii, a potraktowany dość słabo.

 Z ogromną ciekawością śledzę w telewizji program MasterChef. Oglądałam wszystkie edycje, może nie każdy odcinek, ale jednak, byłam na bieżąco. Po ślubie dostałam książkę zwyciężczyni pierwszej edycji, Basi Ritz, a tym roku za sprawą promocji w jednym z dyskontów, przyszedł czas na książkę Dominiki Wójciak, która wygrała w trzeciej edycji polskiego show.
"Kulinarne opowieści" to pięknie wydana książka kucharska, która zachwyca zdjęciami smakowitych potraw. Znajdziemy w niej dużo przepisów, nie tylko na wystawne dania, ale również na zwyczajne śniadaniowe owsianki. W kulinarnym pamiętniku Dominiki pojawiają się przepisy z jej dzieciństwa, wspomnienia, opowieści o podróżach. Najfajniejsze jest to, że większość przepisów można wykonać z ogólnodostępnych składników, a nie jakichś totalnie wyszukanych i niespotykanych w naszych sklepach.
Myślę, że po kilka przepisów sięgnę w przyszłości, a kilka podrzucę mamie, bo to ona ma więcej doświadczenia i spod jej ręki wychodzę lepsze cuda niż spod mojej.

 Zbliżają się urodziny najmłodszej siostry mojego Męża. Zuzia skończy 8 lat, a od września pójdzie do trzeciej klasy. Pomyślałam więc, że "Encyklopedia polskiego ucznia" będzie nie tylko fajnym prezentem, ale też świetną pomocą naukową na najbliższe lata. Tak, wiem, zaraz ktoś powie, że teraz wszystko jest w internecie. Ale czy nie warto zachęcać dzieciaki, aby zamiast do sieci, sięgały do książek?
"Encyklopedia polskiego ucznia" to ładnie wydany zbiór ciekawych informacji, okraszony dużą ilością kolorowych zdjęć, rysunków, tabel i map. To cenne kompendium wiedzy podzielone na dwanaście rozdziałów tematycznych, gdzie znajdziemy wiadomości z zakresu geografii, sztuki, nauki i techniki, a także biologii, dziejów świata i Polski, wynalazków i odkryć.
Mam nadzieję, że Zuzkę zainteresuje ten przewodnik po wiedzy o świecie i człowieku, tak jak zainteresował mnie i że będzie dla niej fajną pomocą naukową. 

czwartek, 4 sierpnia 2016

127. Grunt to okładka.

Mam mały problem z blogiem. Zupełnie nie wiem, dlaczego nie wyświetla mi się zakładka "Grunt to okładka 2016.". Wszystko mam ustawione, jak dotychczas, a od kilkunastu dni wcale jej nie widać. Dlatego też postanowiłam umieścić wszystkie dotychczas przeczytane książki w tym poście (wkrótce edytuję go i dodam recenzję tych, które pasowały do hasła w lipcu). Natomiast od teraz moje opinie będą się pojawiać jako osobne notki, a nie w jednej, zbiorowej, zakładce. Mam nadzieję, że ktoś z Was będzie chciał to przeczytać, a jak nie, to będzie tylko dla mnie ;)

Cześć! :) I do przeczytania już wkrótce!


MOTYW STYCZNIA I LUTEGO 2016

DO TRZECH RAZY SZTUKA
(co najmniej trzy tytuły pasujące do motywów z poprzednich miesięcy - pełna lista haseł dostępna TUTAJ)

I. Kwiaty

 "Tulipanowy wirus" to kryminał, w którym narracja prowadzona jest dwutorowo. Łączy historię morderstwa Franka Schoellera, którego zamordowano we współczesnym Londynie i historię Woutera Winckela, XVII-wiecznego handlarza tulipanami, który również został zamordowany.

Wszystko kręci się wokół tulipomanii i chęci posiadania najdroższej i najbardziej pożądanej cebulki tulipana, Semper Augustus. Historia zatacza koło. Po morderstwie Winckela w XVII wieku, ktoś morduje Franka, który w chwili śmierci trzyma w rękach księgę o tulipanach z siedemnastego stulecia. Alex, siostrzeniec Franka, znajduje wuja w agonii, a później z pomocą przyjaciela z Amsterdamu próbuje rozwiązać zagadkę jego śmierci.

Akcja "Tulipanowego wirusa" toczy się szybko i o ile nie przepadam za takimi skokami w akcji, jeszcze między stuleciami, tak w tej powieści raczej mi to nie przeszkadzało. Szybko chciałam dowiedzieć się, kto zabił Franka i czy Semper Augustus wciąż istnieje, czy był tylko legendą. Moja ciekawość w końcu została zaspokojona, a kryminał z dobrą historią szybko się skończył. Może nie jest to arcydzieło, ale.. nie ma co żałować, trafią się inne perełki.



  "Nie zapomnisz mnie" to moje drugie spotkanie z panem Margolinem, prawie tak samo dobre jak przy lekturze "Śpiącej królewny".

W Portland zaczynają ginąć kobiety, a policja nie dysponuje żadnymi konkretnymi dowodami. Nie ma śladów biologicznych, nie ma odcisków palców, są jedynie czarne róże i liściki o treści "Nie zapomnisz mnie".

U miejscowego prokuratora zjawia się policjantka, która kilka lat temu prowadziła identyczne śledztwo. Aktualna sprawa nabiera więc tempa. Ale zanim Nancy Gordon zdąży dokładnie wyjaśnić, co działo się 10 lat temu na Wschodnim Wybrzeżu i do jakich wniosków doszła obecnie, sama znika. 

Dobrze zbudowana fabuła, zaskakująca czytelnika niejednokrotnie, lekki styl. Przekonała mnie do tego, aby sięgnąć po kolejne pozycje Margolina.



 Sięgając po "Zorkownię" nie przypuszczałam, że wzbudzi we mnie aż tyle emocji. Od czasów "Chustki" (patrz tutaj - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/173960/chustka/opinia/13003288#opinia13003288), to chyba pierwsza książka, przy której prawdziwie płakałam. Nie uroniłam kilku łez, ale zwyczajnie płakałam, na niektórych fragmentach wyłam wręcz. 

To trudna opowieść. O okropieństwach życia, o bezwzględności choroby, o samotności, o cierpieniu, o umieraniu. O stracie, jakiej nikt nie chce przeżywać. O stracie, której nie zrozumie ten, kto jej nie przeżył. 

Podziwiam autorkę "Zorkowni", naprawdę ją podziwiam. Za siłę, za wolę walki, za umiejętność powstania z głębokiego dna. Za dobór słów w sytuacjach, w których niejeden traci język i głowę. Za ciepło i miłość, jaką potrafiła obdarzyć podopiecznych hospicjum. 

Pani Agnieszko, dziękuję za całą "Zorkownię", za Pani ciepło i wewnętrzne światło. A szczególnie za te kilka zdań, które zapisuję. Nie tylko w notesie, ale przede wszystkim - głęboko w głowie!



"W zamian mogę dać jej tylko opowieść o mojej córeczce, która zmarła dziesiątego dnia życia.

Trzymając ją ostatni raz za łapkę, powiedziałam: Jeśli nie masz siły tu zostać, możesz odejść. Obiecuję, że dam sobie radę, że nie utonę.

Tylko miłość daje tę siłę, tę pewność."



"Czuję ulgę na przemian z ogromnym wstydem. Ulgę – bo Sławek nie cierpi. Wciąż widzę odleżynę, z której wyzierały kości, i grymasy bólu (mimo końskich dawek morfiny) przy zmianie pozycji, opatrunku. Wstyd – bo zabrakło rodziny.

Za niepłacenie alimentów jest więzienie.

Jaka jest kara za nieobecność, zaniechanie, porzucenie?

Życie z tym, umieranie z tym?"



"11 stycznia 2012 Dziesięć

Dziesięć, dziesięć lat temu, za murami, za parawanami, za wykafelkowanymi salami, urodziła się dziewczynka. Siostra Calineczki – Kilograneczka.

Była tak maleńka, a świat tak wielki, że musiała zamieszkać pod przejrzystym kloszem, bo – niczym pewna róża – stanowczo nie lubiła przeciągów.

Paradoks Kilograneczki polega na tym:

od dziesięciu lat, usilnie, ma tylko dziesięć dni.

I – zamiast pod kloszem – pomieszkuje w kilku sercach naraz."



II. Wielokrotność



 Do przygód Harrego Pottera wróciłam po ładnych kilkunastu latach. W pamięci wciąż miałam tą ekscytację, te emocje, które towarzyszyły mi przy lekturze zmagań młodego czarodzieja z przeciwnościami losu.

Tym razem, dzięki uprzejmości Mamy, postawiłam na ilustrowane wydanie Kamienia Filozoficznego i ... przepadłam! Na nowo zakochałam się Harrym, Hogwarcie i tych wszystkich magicznych rzeczach - Tiarze Przydziału, zaczarowanym sklepieniu Wielkiej Sali, eliksirach i zaklęciach.

Dodatkowo - wydanie ilustrowane jest takie piękne, że aż nie chciało się od niego odrywać. Na każdej (naprawdę każdej!) stronie pojawiają się ilustracje Jima Kaya, które tak doskonale obrazują życie w Hogwarcie i poza nim, że lepiej nie można było tego zrobić. I nie jest to kilka maleńkich obrazków, żeby tylko wydanie nazywało się ilustrowanym - tutaj pojawiają się obrazy zajmujące całą stronę albo nawet rozkładówkę, rysunki w tle, ozdobniki. 

Każda cena, jaką miałabym zapłacić za ten przepiękny album, jest tego warta. Naprawdę! Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy. Albo chociaż na informacje o ich premierach..



 Po przeczytaniu większości pozytywnych opinii na temat tej książki i po przeczytaniu jej samej, zastanawiam się mocno, co dobrego czytelnicy w niej znaleźli? Wiadomo, o gustach się nie dyskutuje, ale jak dla mnie "Mój agent Masa", to kiepskie czytało, które nudziło mnie okropnie! Dawno już tak długo nie męczyłam żadnej książki.

Wydawać by się mogło, że forma wywiadu będzie sprzyjać szybkiemu i przyjemnemu czytaniu. Niestety.. Miałam wrażenie, że cała ta historia pisana jest na siłę, byle tylko była jakaś riposta na opowieści pana Masy. Nie roztrząsam, który z panów miał rację - Sokołowski czy Wróbel - ani czyja prawda była bardziej prawdziwa. Pewnie i tak leży po środku..

Oceniam książkę jak książkę, a nie prawdziwość historii - i ocena jest jedna: słaba.



 "Ściśle tajne" to druga część cyklu z Ryderem Creed'em, który tym razem na terenach niszczonych przez lawiny błotne i osuwiska ma za zadanie odnaleźć tajne wojskowe laboratorium. Ulewne deszcze wcale nie ułatwiają mu pracy, tak samo jak wciąż rosnąca liczba osób zaginionych i martwych. Creed i jego pies Bolo mimo przeciwności w końcu odnajdują ciało pierwszego naukowca. Nic nie wskazuje jednak na to, aby mężczyzna zginął przez żywioł, w szczególności kula tkwiąca w jego ciele. Wszystko jest oczywiści ściśle tajne i nic nie może wyjść na jaw, żadne wojskowe tajemnice. Na miejscu zjawia się także Maggie O'Dell, agentka FBI, która już nie raz pracowała z Ryderem i jego psami. Jednak tym  razem ich współpraca będzie wyglądała zupełnie inaczej..

"Ściśle tajne" to szesnasta przeczytana przeze mnie powieść Alex Kavy. I pierwsza, która mnie rozczarowała.. Przez całą książkę właściwie nic się nie działo, ożywiło się trochę,  gdy na horyzoncie pojawiła się Maggie. Ale kiedy na dobre się rozkręciło, okazało się, że za kilka kartek..koniec historii. Słabo, bardzo słabo tym razem. Być może dlatego, że to nie O'Dell jest postacią pierwszoplanową, a to właśnie dzięki niej polubiłam Kavę.

III. Zima

 Pewnego ranka na krzyżu Giewontu turyści odnajdują nagiego mężczyznę, który w ustach miał monetę. Na miejsce zbrodni przybywa komisarz Wiktor Forst, niecieszący się dobrą sławą, nieustępliwy funkcjonariusz policji. Komisarz nie zawsze do końca przemyśli to, co mówi, więc ściąga na siebie gromy przełożonych. Tym razem kara jest dotkliwa – odsunięcie od śledztwa. A że Forst jest dociekliwy, to na własną rękę próbuje znaleźć mordercę. Pomaga mu dziennikarka, Olga Szrebska, wraz z którą podejmuje walkę z systemem i przeżywa więcej, niż na początku chciał.
„Ekspozycja” to powieść, w której dzieje się bardzo dużo, akcja jest dynamiczna, nie ma nudzących przydługich opisów. Komisarz Forst jest zabawny, jego cięte riposty i miłość do Big Redów skradły moje serce, a Wiktor dołączył do grona moich ulubionych bohaterów. Panie Mróz – kawał dobrej roboty.
Jedyne, co mi się zupełnie nie spodobało, to … zakończenie. Ale nie pod względem stylu, a konstrukcji akcji. Nie tak się to miało skończyć! Z tym niedosytem lecę czytać drugą część, bo nie wytrzymam w niepewności i niewiedzy!

 "Przewieszenie" to druga część zmagań komisarza Wiktora Forsta z górską zagadką. Tym razem w Tatrach dochodzi do serii nieszczęśliwych (ale czy aby na pewno?) wypadków z udziałem turystów. Jednak Forst nie daje się zwieść i bardzo szybko odkrywa, że to nie wypadki, a zabójstwa. Jeszcze szybciej łączy wszystko ze sprawą, nad którą pracował z dziennikarką Olgą Szrebską. Sprawa komplikuje się, Wiktor musi się zmierzyć z upiorami z przeszłości i ludźmi, którzy za wszelką cenę chcą go pogrążyć.
W "Przewieszeniu" znów dużo i szybko się dzieje, co sprawia, że czytanie jest przyjemnością. Znów Forst jest nieustraszony, przebiegły, czasem wręcz bezczelny. Nie boi się nikogo i niczego, zrobi wszystko, żeby rozwikłać zagadkę morderstw na górskich szczytach. I znów zakończenie, które wyrywa z butów i każe jak najprędzej pędzić do księgarni po kolejną część. Niestety, na tę musimy zaczekać jeszcze kilka miesięcy. To będzie najdłuższe oczekiwanie, prawie jak na Mikołaja albo pierwszy ... Mróz ;)

 Laponia, mnóstwo śniegu, paraliżujący mróz, nieustająca ciemność i zabójca, który może się czaić za każdą zaspą. Inspektor Vaara w tych niesprzyjających warunkach musi rozwikłać zagadkę morderstwa pięknej aktorki, somalijskiej imigrantki. Jej okaleczone zwłoki znaleziono porzucone na śniegu, niecodzienny rasistowski napis wycięty na ciele kobiety jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Kari Vaara chce sam rozwiązać sprawę, bez pomocy z zewnątrz, jak w "lepszych czasach", kiedy był gliniarzem w większym mieście. Teraz w rodzinnym miasteczku, wszyscy patrzą mu na ręce, z czego doskonale zdaje sobie sprawę. A do tego wracają koszmary przeszłości, była żona i krzywda, jaką mu wyrządziła..
"Anioły śniegu" Jamesa Thompsona to moja powieść z cyklu z inspektorem Vaarą i pierwsza, jaką miałam okazję przeczytać tego autora. Myślę, że będę kontynuować poznawanie przygód inspektora, choć na swoją kolej będzie musiał trochę poczekać.


MOTYW MARCA 2016

NIEPOKÓJ


  Zachęcona dobrymi odczuciami po lekturze "Szpiega Boga" autorstwa Juana Gomeza-Jurado sięgnęłam po kolejną jego powieść - "Pacjenta".
Doktor Evans, ceniony neurochirurg, niedawno stracił żonę, samotnie wychowuje córeczkę. Nie jest może idealnym ojcem, bo praca, nadgodziny, dyżury i operacje zabierają mu dużo czasu. Jednak to nie przeszkadza mu w kochaniu Julii ponad życie, w końcu to jedyna najbliższa mu osoba, krew z krwi.
Kiedy już wydaje się, że życie Davida Evansa i jego córki wraca do równowagi i normalności po traumatycznych przeżyciach, neurochirurg zostaje postawiony przed okrutnym faktem. Wracając do domu po ciężkim dniu, wita go cisza i pustka. Pokój opiekunki jest pusty, bez żadnych śladów, nie ma także Julii. Zniknęła. Doktor Evans ma 63. godziny. Odliczanie się rozpoczęło, a ultimatum jest przerażające. Albo zabije swojego następnego pacjenta albo jego dziecko zginie. Pewnie nie byłoby w tym nic trudnego, podczas operacji neurochirurgicznej może się wiele zdarzyć, łatwo też upozorować wypadek. Ale jak to zrobić, kiedy na stole operacyjnym, z otwartą czaszką ma leżeć prezydent Stanów Zjednoczonych, a oczy wszystkich służb są zwrócone na lekarza? Wyścig z czasem trwa, życie Julii jest bezcenne, ale życie prezydenta również..
"Pacjent" to przykład dobrego thrillera, który pozostaje w pamięci. Styl autora jest specyficzny, rozdziały, które pozwalają wejść w skórę zamachowca, fabuła opisana tak obrazowo, że sala operacyjna wizualizuje się bez problemów. To wszystko sprawia, że czytasz i chcesz wiedzieć, co będzie dalej. Jak zakończy się wyścig z czasem? Czy 63. godziny zaważą o czyimś życiu? O czyim? Sięgnij po "Pacjenta" i się przekonaj. Ja już wiem!

 Po ponad roku od pierwszego spotkania z twórczością Chrisa Cartera z wielką przyjemnością wróciłam do przygód Roberta Huntera.
Hunter zostaje wezwany na miejsce zbrodni, gdzie w kościele zostaje znalezione okaleczone ciało księdza, z psim łbem zamiast głowy. Wszystko zostało starannie zaaranżowane i wygląda na brutalne morderstwo rytualne. Jednak, kiedy okaleczonych ciał przybywa Hunter wie, że to nie przypadek, a on będzie miał pełne ręce roboty. W Mieście Aniołów pojawia się egzekutor, który po kolei likwiduje swoje ofiary. Sprytny detektyw szybko odkrywa, że każda z ofiar zginęła w sposób, którego się najbardziej bała. Tylko jak zabójca dowiedział się o tych niepokojach?
"Egzekutor" to kawał mocnej literatury, która trzyma w napięciu do ostatniej strony. Momentami wręcz obrzydza, a mimo to nie pozwala odłożyć jej na bok.

 Idąc za ciosem, po lekturze "Egzekutora", sięgnęłam po "Nocnego prześladowcę". Tym razem detektyw Hunter zostaje wezwany na zaplecze nieczynnego sklepu mięsnego, gdzie na stole znajduje zwłoki kobiety z zaszytymi ustami i kroczem. Z czasem zwłok przybywa, a Robert i Carlos, kolega z wydziału zabójstw, mają coraz więcej roboty. Coraz więcej pytań i wątpliwości, odpowiedzi i wyjaśnień, jak na lekarstwo.
Ale.. jak na dobry thriller przystało, napięcie trwa i trzyma. Choć przy lekturze kilku części, jednej po drugiej, trochę zaczyna mnie męczyć niezniszczalność i "superbohaterstwo" pana detektywa. Ale to już chyba taki urok thrillerów - czarny charakter jest bardzo zły, a ten drugi - bardziej w stronę ideału. Wiem, że do twórczości Crisa Cartera jeszcze wrócę, ale dopiero za jakiś czas..

MOTYW KWIETNIA 2016

NIEOCZYWISTOŚĆ

 Wracam do przygód Dextera z ogromną przyjemnością. Totalnie trafia do mnie jego wisielczy humor! :)
W "Dekalogu..." Dexter ma poważny problem. Sierżant Doakes uwziął się na niego i za wszelką cenę próbuje znaleźć jakiś haczyk, na którym mógłby powiesić Dexa. Ale, ale... nie z naszym zdolnym i opanowanym bohaterem takie numery.
Równoległe Dexter bierze udział w dochodzeniu, które ma wykryć sprawcę makabrycznych zbrodni. Ktoś odcina poszczególne części ciała ofiarom i robi z nich "wyjące ziemniaki". 
Książki Jeffa Lindsaya napisane są lekkim,humorystycznym językiem, dzięki czemu czyta się je szybko i przyjemnie. Nie odstręczają nawet opisy zbrodni i makabrycznych dokonań mrocznych bohaterów, bo zazwyczaj są okraszone wisielczym dowcipem Dextera. 
Bardzo rzadko zdarza mi się pod wpływem książki sięgnąć po ekranizację, ale w tym wypadku, chyba jednak się skuszę i zagłębię w serial o Dexterze.
 Pamiętam, jak jeszcze w gimnazjum, czyli jakieś dobre 13 lat temu, moja polonistka (w tym miejscu wielki ukłon dla Pani Ani!) przy okazji jednej z akademii Dnia Papieskiego podsunęła nam kilka opowieści zaczerpniętych właśnie z "Kwiatków Jana Pawła II". Już wtedy zrobiły na mnie ogromne wrażenie, przede wszystkim dlatego, że Ojciec Święty był w nich przedstawiony jako zwyczajny człowiek. Normalny, przyjacielski, zabawny. 
Nie mniejsze wrażenie zrobiły na mnie "Kwiatki.." na obecnym etapie życia. Pochłonęłam je wszystkie w jeden wieczór i znów byłam zachwycona. Opowieść o Karolu Wojtyle widzianym oczami bliskich i znajomych mu osób. Z kart "Kwiatków..." wyłania się wspaniały człowiek, jakich niewielu na świecie. Z sercem na dłoni, dzielący się tym, co miał, a nierzadko miał niewiele. 
I pozostaje tylko żałować, że nie ma Go już z nami, że dobry Wujek Lolek nie wesprze już nikogo słowem, czynem, czy modlitwą..

MOTYW MAJA 2016

I ŚLUBUJĘ CI ...

 Drugie spotkanie z Hubertem Meyer okazało się dobre. Nie rewelacyjne, nie porywające, zwyczajnie dobre. Zabójstwo w kamienicy w Katowicach przyciągnęło moją uwagę, choć nie rzuciło mnie na kolana. Twórczość Katarzyny Bondy potrafi zaskoczyć, ale nie zawsze umiem sobie poradzić z rozbudowanymi opisami, mnogością wątków, postaci i treści. Nie będę streszczać historii, kto będzie chciał streszczenie znajdzie, a może jeszcze lepiej - przeczyta całą powieść. 
Bardzo chętnie sięgnęłam po trylogię z Meyerem, choć jak to zwykle bywa - trafiłam na nią przypadkiem. Z wielką niecierpliwością zabieram się też za trzecią część, żeby wiedzieć, jak historia profilera potoczy się dalej. Potencjał wątku jest ogromny i oby tylko nie został zmarnowany.

 Sięgając po "Adwokata" miałam wciąż w pamięci dobre wrażenia po lekturze "Śpiącej królewny" i "Nie zapomnisz mnie". Historia opisana w tej powieści toczy się w środowisku prawniczym i farmaceutycznym. Młody, dobrze zapowiadający się adwokat ma bronić klienta oskarżonego o produkcję leku, który powodował wady wrodzone u dzieci, których matki przyjmowały ten lek. Daniel nie wierzy w te oskarżenia, ale w końcu trafia na raport, który szokuje swoją zawartością. Młody prawnik chce na własną rękę dowiedzieć się prawdy, ale wtedy wokół niego zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Niebezpieczeństwo grozi nie tylko jemu. 
Historia toczy się szybko, akcja jest ciekawa, czyta się dobrze, choć nie będzie to moja ulubiona pozycja. Myślę, że to nie będzie ostatnie spotkanie z twórczością Margolina, choćby dlatego, żeby przekonać się, czy stać go na więcej.

MOTYW CZERWCA 2016

WAKACJE
 "Ostatnia wola Sonji" o przyjaźni, miłości, podróżach i spełnianiu marzeń. Tak jak pozytywna i dobrze nastrajająca jest okładka, tak również sama historia pozostawia uśmiech i ciepło na sercu.
Sonja, Rebecka, Sussane i Maggan były najlepszymi przyjaciółkami, do czasu aż Sonja niespodziewanie umarła. Pozostałe przyjaciółki są bardzo zdziwione jej odejściem, jednak jeszcze bardziej dziwi je testament, jaki po sobie zostawiła. Każda kobieta prowadziła do tej pory spokojne życie, które według nich było dla nich najlepsze i najlepiej poukładane. Sonja jednak miała inne zdanie, a przede wszystkim inne plany dla każdej z przyjaciółek. 
Asa Hellberg opowiada o trzech kobietach, ich charakterach, marzeniach, planach i obawach. Wplata w swoją opowieść również niezwykłe miejsca w Europie - Londyn, Paryż i Majorkę, a w nich hotel, restaurację i piękny dom. Dziewczyny muszą zmienić swoją rzeczywistość i codzienność. Czy zdecydują się zaryzykować i wypełnić ostatnią wolę Sonji?
Powieść Asy Hellberg jest pełna ciepła, optymizmu i humoru. Powstała również druga część przygód i zmagań przyjaciółek, po którą sięgnę z przyjemnością już wkrótce.

MOTYW LIPCA 2016

CZASOUMILACZE
(różności, które umilają nam czas - książki, kubek z kawą czy herbatą, słodycze, a także sport, podróże bądź obecność drugiej osoby)

 Lubię oglądać Dorotę Wellman. Na ekranie telewizora, w DDTVN, czy w gazetach. Lubię tęż czytać Dorotę Wellman. Do tej pory znaną mi z wywiadów, czy felietonów. Od dzisiaj znana z książki "Ja nie mogę być modelką?!".
Książka pełna humoru, dystansu do siebie i świata, pełna pewności siebie, taka jak jej autorka. Niby prosta w przekazie, ale gdzieś między wierszami jest mnóstwo mądrości i wartych zapamiętania cytatów. 

"Ja nie mogę być modelką?!" to poradnik o modzie, ale.. słowa ""Nie dajmy się zagonić w imię tego, że kobieta musi! Musi ugotować, posprzątać, dobrze wyglądać, w łóżku być kamasutrą, w pracy robotem o dużej wydajności. Nie dajmy sobie wmówić, że codziennie musi być obiad z czterech dań i kompocik. A lustra w łazience nienagannie umyte. Że z dzieckiem na spacer ma iść tylko mama. Że padamy na ryj, a pierogi trzeba ulepić. I jeszcze popracować w nocy." sprawiają, że przestaje być modowym >czytadłem<. Proste słowa, które trafiają do każdego, dają do myślenia i każą się zastanowić, czy naprawdę musimy być takie perfekcyjne każdego dnia? Mamy prawo być zmęczone, w gorszym humorze. Ale wtedy warto sięgnąć po pozycję Wellman i czerpać od niej tę radość życia i pozytywną energię. /czasoumilacz - uśmiechnięty, pozytywny człowiek/

Audiobook Kryminalistka  - autor Joanna Jodełka   - czyta Weronika Nockowska "Kryminalistka" to pierwsza powieść Joanny Jodełki, z którą miałam do czynienia. Oceniłam ją jako przeciętną, bo nie porwała mnie ze sobą. Jakoś nie umiałam wpasować się w klimat, nie umiałam potraktować tej powieści jako kryminału. Dla mnie to była raczej powieść obyczajowa z lekkim wątkiem kryminalnym, jakich wiele na rynku. Plusem było to, że czytało się ją szybko, nie zanudzała, ale też nie rzucała na kolana. Na pewno sięgnę po inne pozycje Jodełki, chociażby po "Grzechotkę", żeby poznać dokładniej pióro autorki. Kto wie, może inne jej "dzieci" bardziej mi się spodobają. /czasoumilacz - samochód, podróż/

 "Sekret Sonji" jest kontynuacją "Ostatniej woli Sonji", którą przeczytałam w lipcowej odsłonie okładek. Rebecka, Maggan i Susanne próbują odkryć sekret, jaki przez całe życie ukrywała ich przyjaciółka. To naprawdę zabawna historia, która czasem wzruszała do łez. Czytałam i nie chciałam, żeby się skończyła! Niby banalna historia, banalne bohaterki, ale nie do końca. Bo miłość jest możliwa w każdym wieku, a sekrety nie zawsze muszą być wstydliwe i straszne. Jeśli będziecie mieli okazję, sięgnijcie po "Sekret Sonji", niech i w Waszą lekturę wprowadzi pozytywne fluidy. /czasoumilacz - spotkanie z przyjaciółmi, Paryż/