poniedziałek, 15 stycznia 2018

171. Już jest dobrze.

To już kolejny raz, gdy przyszło mi tutaj napisać o nas. To już 121. miesięcznica, którą obchodzimy razem :)
Przychodzą czasem takie dni, kiedy wszystko mi nie po drodze. W pracy, w głowie, we mnie całej, wszędzie. Wracam wtedy do domu i ... już jest dobrze, bo On tam jest. Mój Mąż. Moja miłość, moje życie, moje wszystko. W naszym domu, wspólnym, wymarzonym, stworzonym przez nas.


środa, 27 grudnia 2017

170. Grunt to okładka #listopad2017 #grudzień2017

W listopadzie i grudniu długość ma znaczenie. Co to dokładnie oznacza? To, że do wyzwania wybierałam książki, które miały długie tytuły, składające się z co najmniej trzech słów. W dwa miesiące przeczytałam 7 książek, do wyzwania pasowało 5. 
Zapraszam do zapoznania się z moim zdaniem na temat poniższych pozycji.

 "Umierałem sto razy" to historia człowieka, który sięgnął dna. Prawdziwa opowieść o tym, jak alkohol potrafi zniszczyć rodzinę, życie i samego człowieka. Historia Zdzisława Korczaka jest brutalna i do bólu szczera, w niektórych momentach wręcz odrzucająca i obrzydliwa. To nie jest książka, którą czytałam jednym tchem, to jest książka, którą czytałam fragmentami, czasami bardzo krótkimi. Musiałam je potem długo trawić. Uderzyło mnie to, jak bardzo straszna to jest choroba. Bo tak, alkoholizm to choroba. I chociaż wcześniej znałam problem, nie tylko ze studiów, praktyk, ale przede wszystkim z życia, to dopiero ta lektura pozwoliła mi głębiej wejść w temat. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że taka tragedia nie dotyczy mnie ani bliskich mojemu sercu i ... polecać tę książkę w ramach przestrogi.
A ku pamięci zapisuję cytat znaleziony na kartach lektury.
"Tragedią młodego człowieka w początkach alkoholizmu jest to, że wie o nim tak mało. Tragedią starego człowieka w nałogu jest to, że wie o nim tak dużo i tak późno..." (str. 88)

 "Ene, due, śmierć" to pierwsza część z kilkutomowej serii z Helen Garce w roli głównej. Czyta się szybko i przyjemnie, choć nie raz ciary chodzą po plecach.
Każdy zna wyliczankę zaczynającą się od słów "ene, due,...". Tyle że w dziecięcej rymowance bocian zjada żabę, co w sumie jest naturalną koleją rzeczy. A w książce M.J.Arlidge'a wyliczanka kończy się śmiercią, okrutną śmiercią. 
Pistolet z jedną kulą w magazynku. Telefon z wiadomością. I Twoja decyzja. Zabij albo zostań zabity. Gra z porywaczem, z której jest właściwie tylko jedno wyjście. I choć policja, z Helen Grace na czele,  robi wszystko, żeby ująć porywacza, ten zawsze jest o krok przed nimi. Stawka jest wysoka, zostają porwane kolejne pary, z których wiadomo, że przeżyje tylko jedna osoba. Kiedy zostają porwane dwie osoby bliskie Helen, ta powoli zaczyna łączyć elementy układanki. Czy zdąży na czas, żeby ich uratować?

 Po lekturze pierwszej części z Helen Grace w roli głównej, czyli "Ene, due, śmierć", która bardzo mi się podobała, z chęcią sięgnęłam po drugą część. "Powiedz, panno, gdzie Ty śpisz" opowiada o próbach wytropienia mordercy, który bez litości pozbawia życia mężczyzn korzystających z usług prostytutek. Po zabójstwach serca ofiar trafiają do rodziny albo współpracowników. Kolejny seryjny morderca nie daje odpocząć inspektor Grace. 
Krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się szybko. Historia wciąga swoją treścią, a po plecach nie raz przebiega dreszcz. Szkoda, że kolejne części tego cyklu nie zostały jeszcze wydane w naszym kraju. Mam jednak nadzieję, że będą przetłumaczone już wkrótce, bo chciałabym wiedzieć, co będzie się dalej działo u Helen, która po pracy ma specyficzne hobby...

"Po prostu zabijałem" opisywana jako spowiedź seryjnego mordercy jest tak naprawdę opisem tego, jak łatwo można przyzwyczaić się do zabijania. Niektórzy nie umieją sobie tego wyobrazić, a dla innych, jak dla bohatera tej książki, to zwykła codzienność. Nie ma tu jakiś szczegółowych opisów tego, co oprawca robił swoim ofiarom. Ale to co mnie najbardziej powaliło, to takie wyprane z emocji mówienie o tym, kogo się zabiło. Najczęściej bez powodu. Zabójca mówi, że zabijał, aby przeżyć. Dla mnie to nie jest rozwiązanie ani tłumaczenie. Ja mam chyba jakiś inny system wartości i inne sposoby na rozwiązywanie problemów. Przeczytałam to wszystko szybko, ale już wiem, że nie wrócę do tej historii. 

 "Gorzka czekolada i inne opowiadania o ważnych sprawach" to książka polecana głównie dla dzieci w wieku 11-15 lat. Zamówiłam ją dla 9-latki, a dopiero po fakcie odnalazłam widełki wiekowe. Postanowiłam ją więc najpierw sprawdzić. Po lekturze myślę, że przypadnie jej do gustu, a historie i morały w niej zawarte na długo zostaną w głowie.
Zbiór opowiadań, o którym mowa to 15 opowiadań o tym, co w życiu ważne. O wartościach takich jak przyjaźń, szacunek, czy sprawiedliwość. W "Gorzkiej czekoladzie" jest też mowa o tym, dlaczego nie warto kłamać i dlaczego takie ważne jest, aby w pewnych sytuacjach zebrać się na odwagę i powiedzieć głośno o tym, co nam nie pasuje i nie jest fajne.
"Gorzka czekolada..." to dobra książka dla naszych dzieci, tych trochę starszych, ale też.. dla nas samych. Piętnaście opowiadań i piętnaście wartości, które warto pielęgnować w naszym życiu, a które czasem ciężko wytłumaczyć najmłodszym. Ten zbiór opowiadań może nam w tym pomóc. 


piątek, 15 grudnia 2017

169. 10 lat.

Od 10. lat chodzę jak zaczarowana. On zaczarował mi świat i sprawił, że czuję niewypowiedzianą siłę, wiedząc, że każdego dnia mogę widzieć Jego twarz, Jego oczy, być blisko Niego. Razem z Nim przeżyłam tyle wspaniałych chwil, ale nie potrafię wybrać żadnej z nich i stwierdzić, że ta jedna znaczyła więcej niż pozostałe. Każda chwila z Nim jest wyjątkowa, warta zapamiętania i powtórzenia. I choć nie jest idealny, to cieszę się, że jest taki, jaki jest. Cieszę się, że nie jest idealny, bo życie z ideałem musi być strasznie nudne. A tak? Każdy dzień przynosi coś nowego. Mimo, że dni są podobne do siebie, dla mnie każdy z nich jest wyjątkowy. Bo tylko On sprawia, że proza życia potrafi się zmienić w cud. A najbardziej niezwykłe jest to, że ja Go kocham jak wariatka. Niezwykłe jest to, że można kochać Kogoś tak mocno, że można chcieć poświęcić dla Kogoś wszystko, że można nie wyobrażać sobie życia bez tego Kogoś. Kochać bardziej niż wczoraj, ale mniej niż jutro. Kocham Go, bo tylko przy Nim kręci mi się w głowie ze szczęścia, usta same układają się w uśmiech, a Jego najdroższe imię jest wyryte w sercu na zawsze. 10 lat temu w zimny i mroźny wieczór zgodziłam się pójść z Nim na spacer. Zgadzając się na ten spacer, jeszcze wtedy nie wiedziałam, że będę miała dla Niego nie tylko wolny wieczór, ale wolne całe swoje życie. A ja? `Nie potrzebuję scen miłosnych, bukietów kwiatów, kolacji w drogich restauracjach. Mi wystarczy, że spędzisz ze mną resztę życia.`

*Stworzyłam post wplatając w niego zdania, którymi pisałam o Nim w każdą naszą rocznicę. Dodałam parę słów i wyszło to, co czytacie powyżej. Tego, co do Niego czuję nie jestem w stanie w pełni opisać słowami. Tego się nie da opisać, to trzeba czuć. A ja czuję - całą sobą!*

Kiedy Wy czytacie ten post my spędzamy czas tylko we dwoje. Daleko od domu, pływając w basenie, wylegując się w jacuzzi albo relaksując w grocie solnej. Postanowiliśmy jakoś wyjątkowo spędzić 10. rocznicę i wybraliśmy się na wspólny weekend. Przyda nam się, na pewno. Potrzebujemy odpocząć od problemów, od codzienności, od wszystkich. Wracamy w niedzielę z nową energią, ale wciąż tak samo zakochani :)