piątek, 14 sierpnia 2009

... jesteśmy szczęśliwi ...

Pewna Pani znowu upomniała się o notkę, więc spełniam żądanie i piszę.. Wróciliśmy z nad morza, więc mogę co nieco Wam poopowiadać, bo jest o czym moim skromnym zdaniem.. Zdjęcia też będą, zgodnie z prośbą, ale to dopiero na końcu notki, więc życzę cierpliwości :)

Wyjeżdżaliśmy w niedzielę.. W sumie to już było w poniedziałek, bo była 2.50, jak wesoły pokład ruszył w kierunku Mielna :) Było wesoło, bo jechaliśmy z Teściem, który jest bardzo zabawny, kiedy coś opowiada. Poza tym przygrywał nam Modern Talking z kasety (!) , bo nic innego nie chciało odbierać :O
Zmęczeni, ale uśmiechnięci dojechaliśmy na miejsce przed 10 rano. Od razu przywitał nas uśmiech i śpiewy Małej Księżniczki:) Tak, właśnie Jej, bo Ona już tam była, razem z Teściową i Panem Dziadkiem.. Po śniadaniu poszliśmy przywitać się z morzem. ;) Nawet raz weszliśmy do wody.. Ale to chyba była największa głupota w Naszym życiu ;P Woda była tak lodowata, że nie czułam nóg już po minucie, a jak wyszłam to miałam nogi czerwone z zimna oO Do dzisiaj odczuwam ból gardła, a Kocik kaszle i ma katar. Masakra jakaś.. :/ Za to pobawiliśmy się jak małe dzieci w piasku.. Zakopywaliśmy się, rzucaliśmy się piaskiem, robiliśmy babki z Małą i zdjęcia:)
Kolejne dni spędzaliśmy trochę sami, trochę z rodziną Kocika.. Było po części rodzinnie i sympatycznie, a po części romantycznie i tylko po naszemu.. Robiliśmy, co chcieliśmy, nie to, co musieliśmy.. Odpoczywaliśmy od codzienności, chociaż mój A. już we wtorek mówił, że Go nosi bez roboty.. Pogodę mieliśmy w kratkę, jednak nie przeszkodziła nam ona w niczym.. Mogliśmy pobyć trochę na plaży, pospacerować po Mielnie i Unieściu, mogliśmy pobawić się z Małą i porobić zdjęcia.. W sumie przytargałam prawie 400 zdjęć z 4 dni pobytu.. Mój Nikuś spisał się rewelacyjnie i wręcz na medal uwieczniał wszystko, co chciałam zabrać ze sobą do domu, a co nie zmieściłoby się w wakacyjnej walizce..
W środę rano odjechali Teściowie z Małą i Panem Dziadkiem, a wieczorem także siostra mojego A., która była w Mielnie na obozie.. Więc mieliśmy duuużo czasu tylko dla siebie, co zaowocowało dużą dawką romantyzmu i rozmów o wszystkim i o niczym.. W czwartek chcieliśmy pojechać do Sopotu i wracać dopiero w nocy, ale pogoda popsuła się strasznie.. Lało, wiało i było bardzo zimno.. Więc po śniadaniu postanowiliśmy wracać do domu.. Nie było dobrym pomysłem wracać w dzień, bo był straszny ruch, a z racji robót drogowych - mega korki.. Poza tym, w godzinach szczyt dostaliśmy się do Poznania i to była jakaś porażka oO Spędziliśmy prawie 10 godzin w samochodzie, psiocząc na pogodę (która notabene 70 km za Mielnem poprawiła się tak, że można było iść na plażę się opalać...), na innych kierowców, na brak stacji benzynowych i na roboty drogowe.. Ale mieliśmy czas na rozmowy, w końcu nie da się jechać 10 godzin bez rozmowy..
Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale szczęśliwi i uśmiechnięci :) Ten wyjazd znowu dał nam kilka lekcji.. Po raz kolejny mielismy próbę życia we dwoje.. Pomaganie sobie w codziennych czynnościach, takich jak zakupy, czy przygotowywanie śniadania zbliżyło nad do siebie jeszcze bardziej.. We wszystkim mogliśmy doszukać się szczypty miłości i wzajemnej sympatii.. Nie obeszło się oczywiście bez sprzeczek i fochów, bo nie zawsze wszystko nam pasowało.. Jak ja chciałam iść w nocy na plażę, to On wolał poleżeć.. Jak On chciał iść na lody, to ja akurat miałam ochotę pobuszować po straganach.. Jednak prędzej czy później dochodzliśmy do kompromisów, przepraszaliśmy się, dawaliśmy sobie buziaka na zgodę i wszystko było dobrze.. A we wtorek siedząc na plaży oboje powiedzieliśmy sobie, że jesteśmy szczęśliwi.. I to było najpiękniejsze :*

A teraz w nagrodę za cierpliwość - zdjęcia z wyjazdu:


Pierwszy zachód słońca nad morzem w tym roku:)


Pierwszy i jedyny dzień pogody plażowej;)


Kocikowe piaskowe serducho tylko dla mnie:*


Pożegnanie z morzem przynajmniej na rok..


Na osuszenie łez jeszcze jeden zachód:)

Pozdrawiam czytelników i gratuluję cierpliwości:) Kto przeczytał do końca niech się wpisuje :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz