Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 września 2017

164. Wakacje, wakacje i po wakacjach. Albania 2017!

Od naszego powrotu z wakacji minęło już prawie dwa  tygodnie. Mózg mi chyba zamarzł i nie miałam jak do Was napisać. Co to są w ogóle za temperatury?! Co tu robi ten deszcz i wiatr?! O co chodzi?!

Tegoroczny urlop spędziliśmy w Albanii, w okolicach Durres. Tam temperatury wahały się w okolicy 31-33 stopni, a tutaj? Żart jakiś ! Wracam wspomnieniami do urlopu, przeglądam zdjęcia i postanowiłam coś skrobnąć o tej spontan akcji ;)

Czemu spontan akcja? Bo mieliśmy w tym roku nigdzie nie jechać. Chcieliśmy się skupić na wykończeniu domu, a jak wiadomo, w takiej sytuacji każdy grosz się liczy. Ale... poszliśmy któregoś wieczoru do kumpla, który coś tam przebąkiwał o swoich wakacjach. Że załatwił, że zapłacił, że powiedział swojej kobiecie i rodzicom (bo też mieli jechać), gdzie załatwił i .. nikt nie chce jechać. Więc pierwsze pytanie było "To gdzieś Ty te wakacje wymyślił?" "W Albanii" - padła odpowiedź. Na co mój szanowny małżonek stwierdził, że on by pojechał. No i .. 3 minuty później rezerwowaliśmy pobyt i wpłacaliśmy zaliczkę ;)

I tak w nocy z poniedziałku na wtorek, 22 sierpnia, staliśmy z bagażami na lotnisku we Wrocławiu i czekaliśmy na samolot do Tirany, stolicy Albanii. Wylot o 3 nad ranem, przyjazd do hotelu około 6 rano. Kierowca zatrzymał autobus, krzyknął "Hotel Edart!" i kazał nam wysiadać. Spojrzeliśmy za okno i zobaczyliśmy to:

źródło: własne

Taka ruina na pierwszym planie, w internecie wyglądało to "trochę" inaczej. Stwierdziliśmy, że nie wysiadamy.. Po trzech próbach zmuszenia nas do opuszczenia autobusu, kierowca sam wysiadł, zaprowadził dwóch facetów 30 metrów wcześniej i pokazał im nasz hotel. Ten właściwy, czyli ten:

źródło: www.itaka.pl

Wszystko wydawało się w porządku. Niestety, doba hotelowa zaczynała się dopiero o 14, a przypominam, my byliśmy w hotelu o 6 z minutami.. Nikt się nami nie zainteresował, nie mieliśmy co zrobić z bagażami i ze sobą. Trochę na siłę weszliśmy do restauracji hotelowej, tam doczekaliśmy do śniadania. Załatwiliśmy też z recepcjonistą, że w miarę szybko pokoje zostały posprzątane i po kolei byliśmy do nich wpuszczani. Dostaliśmy pokój na I piętrze, z fajnym balkonem i widokiem na morze. Pokoje były naprawdę ładne, urządzone skromnie (bo miały tylko łóżko, szafkę nocną, szafę, lustro i lodówkę), ale bardzo w moim stylu. A przede wszystkim w jasnych kolorach, z przewagą szarości.Gdyby nie fakt, że mam już łóżko do nowej sypialni, zrobiłabym dokładnie coś takiego.

źródło: www.itaka.pl

Gorzej było z łazienką. Była bardzo mała, a miejsce na toaletę naprawdę mikroskopijne ;) Kibelek wciśnięty był pomiędzy ścianę, a kabinę prysznicową i podtarcie się bez obtarcia sobie łokci graniczyło z cudem ;) Plus był taki, że nie dało się spaść z sedesu nawet po grubej imprezie, chyba że do przodu ;) 

Wszystko to jednak rekompensowały widoki z balkonu, wprost na morze.

 


źródło: własne

Jedzenie w hotelu było bardzo dobre. Trochę się obawiałam, że będą tylko jakieś tradycyjne albańskie dania, które dla nas będą niejadalne, ale zostałam miło zaskoczona. Posiłki były w formie szwedzkiego stołu, bardzo urozmaicone. Smakowała nam większość przyrządzanych dań. Jedynym minusem było to, że wszystko było bardzo tłuste. Codziennie jedliśmy na restauracyjnym tarasie, co było miłą odskocznią od codziennego jedzenia w czterech ścianach.

 
źródło: www.itaka.pl

Oprócz leżenia na plaży i kąpieli w morzu, dużo spacerowaliśmy, dużo piliśmy piwa i raki ;) trochę zwiedzaliśmy.

 Wielki Meczet

 Albanian College Durres

 Pomnik Powstańca

Mury miejskie z wieżą wenecką

źródło: własne

Ogólnie, cały wyjazd bardzo na plus. Naładowaliśmy akumulatory,  nie odbieraliśmy żadnych telefonów, nie oglądaliśmy żadnych wiadomości. Cieszyliśmy się sobą, słońcem, pogodą. Cieszyliśmy oczy pięknymi widokami, szczególnie zachody słońca było bardzo malownicze. Jeździliśmy na targ do Durres, gdzie kupowaliśmy pyszne owoce, słodziutkie arbuzy i melony, pyszne świeże i suszone figi. Fenomenalna chałwa, dobre piwo. A to wszystko za niewielkie pieniądze. 100 euro to 13000 albańskich leków. Piwko 120, chałwa 400 za kilogram, figi 200 za kilogram. Naprawdę tanio, a jak pysznie ! :)

Wszystko pięknie, ładnie. Z pozoru, serio. Albania to dziwny kraj. Kraj sprzeczności i skrajności. Na ulicach świetne auta, naprawdę dobre fury. Nowe, z salonu, i bardzo drogie, to widać. 10 samochodów na 8 to mercedesy. Serio, gdzie się nie obrócić, tam auto spod znaku trójramiennej gwiazdy. Patrzysz, a tu hotel ze złotym szyldem, świetna architektura, nie dla przeciętnych. Kawałek dalej? Most, a pod mostem mnóstwo zaniedbanych ludzi, bezdomnych, żebraków. Na plaży? To samo. Żebrzące dzieci, żebrzący dorośli. Syf i malaria. Kosz na śmieci? Zapomnij. Na "naszej" plaży jeden śmietnik, taki mały jak biurowy, na jakieś 50 par leżaków.

Albania chyba jeszcze nie do końca jest gotowa na przyjęcie dużej fali turystów. Ale widać, że się szybko uczą. Myślę, że za parę lat to będzie fajne miejsce na spędzenie wakacji.

Zostawiam Was ze zdjęciami :) Następnym razem wpadnę z relacją z postępów na budowie.
Cześć!