poniedziałek, 19 sierpnia 2013

53. Najważniejszy dzień w życiu.

Wiem, że już długo cierpliwie czekacie, więc czas na relację z wielkiego dnia. To będzie dłuuuuga notka, ale zapraszam do czytania. :)

Budząc się rano w sobotę, 10 sierpnia, pomyślałam: "O Jezu, dlaczego tak leje?! Nie mam bolerka do sukni, zmarznę..." :( Spojrzałam na zegarek, godzina 6.19, na wyświetlaczu sms od kuzynki, na dworze tata zamiatał resztki szkła z wieczornego tłuczenia. Wstałam załamana. Pogodą, swoim samopoczuciem, czekającym mnie stresem.. Nic nie mogłam zjeść, przełknęłam pół kanapki, reszta wręcz urosła mi w ustach. W wielkim deszczu poszłam na dwór, musiałam jeszcze udekorować płot. Padało mi wszędzie, za przeproszeniem, miałam deszcz w majtkach.. 

Jakoś przeegzystowałam do 10.40, kiedy to wyruszyłam do fryzjera.. Poszłam z duszą na ramieniu, że nie zdążę, że coś się nie uda, że nie będę wyglądać tak, jak to sobie wymarzyłam. Ale, o dziwo, fryzura wyszła za pierwszym razem, kwiat we włosach trzymał się bez zarzutów i nawet nie byłam bardzo zdenerwowana. Kiedy podjechałam pod dom, ogarnął mnie stres, bo chwilę przede mną zajechał kamerzysta i fotografki. Padły jakieś pierwsze flesze, a wraz z nimi urósł stres. W między czasie przyjechała rodzina ze Śląska, zajęłam się Maluszkiem od kuzynki i jakoś zapomniałam, po co wszyscy się zebrali. Wreszcie przyjechała makijażystka i zaczęła te wszystkie dziwne zabiegi. Mój codzienny makijaż trwa jakieś 5 minut, a ten trwał i trwał. W końcu nie mogłam się doczekać, aż skończy! Tak strasznie zmęczyło mnie bycie w centrum, te wszystkie bazy, podkłady, cienie i tusz, duuużo tuszu. Ale przeżyłam.. Makijażystka odjechała, przyszła moja Przyjaciółka-Świadkowa i zaczęło się wielkie ubieranie. Chciałam, żeby wszystko było na zdjęciach i filmie, więc robiłyśmy dużo rzeczy na  raz. Ale udało się.. Wreszcie fotografki i kamerzysta odjechali, rodzina rozeszła się po pokojach, Świadkowa poleciała do domu ogarnąć siebie, a ja zostałam sama w pokoju.. Siadłam na środku jak Madonna i cały stres mi odszedł. Naprawdę! Byłam strasznie spokojna i strasznie głodna! Trochę sobie posiedziałam, zdążyłam zarejestrować fakt, że przestało padać, aż wreszcie spojrzałam na zegarek: 14.40..

A. powinien był już przyjechać, lecz ciągle Go nie było.. Wreszcie usłyszałam ryk motocykli i spanikowałam. Chciało mi się płakać, chciałam uciec. Zestresowałam się totalnie! Nawet nie zarejestrowałam momentu, kiedy A. wysiadł z samochodu, kiedy zespół wprowadził Go do domu, kiedy stanął obok mnie.. Tak pięknie wyglądał! Podał mi kwiaty, pocałował w policzek, złapał za dłoń i powiedział: "Spokojnie.." Jakoś w miarę się uspokoiłam, więc poprosiliśmy rodziców o błogosławieństwo. Uklęknęliśmy obok siebie, czekając aż rodzice do nas podejdą. Pierwsza podeszła moja mama i rycząc nam we włosy dała nam swoje błogosławieństwo, dalej mój tata błogosławił nas łamiącym się głosem, potem szlochająca mama A. i na końcu Jego tata, który totalnie rozładował atmosferę chichocząc tak, żebyśmy przestali się stresować i wzruszać. Kiedy błogosławieństwo dobiegło końca, wyszliśmy przy dźwiękach muzyki na dwór, w stronę samochodu. 

Nie obyło się oczywiście bez sąsiedzkich życzeń, co było bardzo miłe. Narzeczony poprowadził mnie powoli do samochodu, otworzył mi drzwi, pomógł mi zapakować się do środka z tą wielką kiecą, aż wreszcie zamknął za sobą drzwi i usiadł obok mnie. Byłam totalnie zestresowana i roztrzęsiona. Ręce mi się trzęsły tak, że ledwo mogłam utrzymać swój ślubny bukiet. Już sama nie wiem, czy to z zimna, czy to ze zdenerwowania. Złapał mnie za dłoń, pocałował w policzek i ciągle powtarzał, że mam być spokojna. Jakoś nam zleciało te 17 km podróży do kościoła, chłopaki rozładowywali atmosferę. Jeden z kolegów motocyklistów zrównał się z naszą szybą, A. opuścił ją na dół i usłyszeliśmy, że teraz jest ostatni moment, jeśli chce wysiąść ;)

Wreszcie dotarliśmy pod kościół. Pogoda zrobiła się piękna, przestało padać, chmury rozpłynęły się po niebie, wyszło słoneczko, było ciepło, ale nie upalnie. Była godzina 15.45. W kościele msza z poprzedniego ślubu była dopiero na początku, bo młody był Francuzem i wszystko musiało być tłumaczone. A żeby się dwie młode nie spotkały, my wciąż staliśmy na parkingu. Ślub miał się zacząć o 16.00. Ja oczywiście siedziałam w samochodzie, bo w tej wielkiej sukni nie chciałam już wychodzić, A. rozmawiał z gośćmi koło samochodu, a ja coraz bardziej zaczynałam się stresować. Była godzina 15.55, potem 16.05, 16.15, aż wreszcie o 16.25 podjechaliśmy pod kościół.

Wysiedliśmy, A. poszedł przez zakrystię z księdzem pod ołtarz, a ja stanęłam z Tatą w drzwiach kościoła i..... wszystkie twarze odwróciły się w moją stronę! Kolejna panika! I jeszcze patrzę, a dywan, po którym miałam zaraz pójść ma jakieś góry i fałdy! Myślę sobie: pięknie, wywalę się tu na środku i będzie śmiesznie. Ale jakoś poszło. Pamiętam, że szłam i uśmiechałam się do ludzi, nawet nie do końca zarejestrowałam, kto siedział w ławkach. Doszliśmy z Tatą do A., Tato przekazał mnie Jemu i stanęliśmy już razem przed ołtarzem.

Msza rozpoczęła się standardowo, modlitwa, czytanie, psalm, Ewangelia i .... już ! Ksiądz prosi nas pod ołtarz do przysięgi! Nie wiedziałam, co zrobić z bukietem, czy położyć, czy oddać Świadkowej, czy wziąć ze sobą. Już nawet nie pamiętam, co z nim zrobiłam. Na trzęsących się nogach podeszłam do ołtarza, A. podszedł za mną.

Stanęliśmy na przeciwko siebie, podaliśmy sobie prawe dłonie, ksiądz związał je stułą. Spojrzałam A. w oczy i usłyszałam: "Ja Andrzej, biorę Ciebie Justyno za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci." Ścisnęło mnie w gardle, pamiętam, że uścisnęłam lekko pod stułą Jego dłoń, żeby dodać Mu otuchy, bo słyszałam w Jego głosie lekki stres. W końcu przyszła kolej na mnie. W miarę spokojnym głosem (a przynajmniej tak mi się wydaje;) i ja złożyłam Jemu przysięgę, najważniejsze słowa w moim życiu. "Ja Justyna, biorę Ciebie Andrzeju za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci." Uff, odetchnęłam z ulgą i przyszedł czas na nałożenie sobie obrączek. Na mój palec A. wsunął obrączkę bez problemu, ja miałam trochę gorzej, bo strasznie trzęsły mi się ręce. Ale jakoś sobie poradziłam i już byliśmy Mężem i Żoną! :) Ksiądz pobłogosławił nasze małżeństwo i dalej msza toczyła się normalnym rytmem.

Po zakończeniu mszy, już jako małżeństwo, podeszliśmy do ołtarza Matki Boskiej, żeby ofiarować kwiaty i prosić o błogosławieństwo dla naszego małżeństwa, dla naszej rodziny i bliskich. Po krótkiej modlitwie, Mąż przy dźwiękach Marsza Mendelsona poprowadził mnie ku wyjściu, gdzie przed kościołem czekali już na nas Świadkowie, bliscy, przyjaciele, delegacje od rodziców z pracy.. Strasznie miło było ich wszystkich zobaczyć! :) Po milionie komplementów, że pięknie wyglądamy, po tysiącu zebranych grosików, po życzeniach, uśmiechach i uściskach, fotograf zaprosił nas do zdjęcia grupowego. Wszystko w miarę sprawnie poszło i mogliśmy wreszcie pojechać na salę weselną.

Prowadzili nas koledzy motocykliści, jadąc w równych rządkach. Wiecie, strasznie fajnie to wyglądało! Gdy podjechaliśmy na salę zastaliśmy drugie auto z parą młodą i drugą ekipę fotografującą. Oczy wyszły mi z orbit, bo przy wszelkich ustaleniach manager sali nie poinformował nas, że będą się odbywać dwa wesela w jednej sali! Na szczęście okazało się, że tamta para przyjechała tylko w okolicę lokalu, nad staw i teren zielony, na sesję zdjęciową. Btw, to była ta sama para, przez którą nasz ślub był opóźniony o ponad 30 minut. Tamta młoda miała szczęście, że wyglądała gorzej niż ja :P

Przed wejściem do sali oczywiście powitano nas chlebem i solą, a także wodą i wódką. Ja trafiłam na kieliszek z wodą, A. trafiła się wódka. Podobno dzięki temu ma rządzić w małżeństwie ;) Potem odbieraliśmy życzenia i prezenty, zjedliśmy obiad i wyszliśmy do pierwszego tańca. Poszło nam sprawnie, nie pozabijaliśmy się o własne nogi, więc jest dobrze :) Później wszystko szło strasznie szybko, że niektórych rzeczy już nie pamiętam. Musiałabym mocno wytężać pamięć, żeby przypomnieć sobie, co następowało po czym. Nie będę Was tym jednak już zanudzać.

Wesele trwało do późna, dopiero o 4.40 weszliśmy do pokoju. A. pomógł mi zdjąć suknię, poszedł do łazienki i miał na mnie czekać w łóżku. Więc szybko poszłam do łazienki, z nadzieją na upojną noc poślubną, przychodzę po 5 minutach, a mój świeżo poślubiony Mąż chrapie tak, że aż się sufit podnosił ;) Nie było z kim gadać, więc położyłam Mu tylko obok poduszki związane czerwoną wstążką 68 kopert, w których były wszystkie miesięcznicowe tekst, jakie do tej pory napisałam. Wślizgnęłam się do łóżka, opadłam na poduszki, spojrzałam za okno - świtało już, na zegarku była 5.20, przymknęłam lekko oczy i ..... obudziłam się w niedzielę przed 11 :)

I tak oto minął najważniejszy dzień w naszym dotychczasowym życiu:) W niedzielę były poprawiny, które w większości minęły nam na żegnaniu gości, wydawaniu ciasta i dziękowaniu za przybycie. Goście wychodzili o różnych porach, w różnych ilościach i w różnym stanie;) Ale generalnie wszystko odbyło się kulturalnie, nikt nie spał pod stołem, nikt nie wpadł do stawu, zabawa była przednia i długa.

Teraz, po ponad tygodniu od tych emocjonujących wydarzeń, myślę sobie, że chyba nie chciałabym tego przeżywać drugi raz. Mimo, że wszystko było pięknie, tak jak chciałam, to stresu było zbyt dużo. Za bardzo chciałam, żeby wszystko było idealnie i dlatego tak bardzo martwiłam się o wszystko i wszystkim.

Z perspektywy czasu stwierdzam, że pomoc Świadków w tym dniu jest naprawdę nieoceniona! Gdyby nie Olka i Paweł nic nie udałoby się tak, jak się udało. W wielu sprawach nas wyręczyli, w wielu kwestiach nam pomogli. Wiecie co? Z moją Świadkową, która jednocześnie jest moją Najwspanialszą Przyjaciółką od zawsze, robiłam już chyba wszystko. Ale dopiero w dzień własnego ślubu potrzebowałam pomocy przy skorzystaniu z toalety! I wiecie co? To Ona mi pomogła, to Ona podtrzymała mi sukienkę i mimo, że jest to sytuacja mało komfortowa, to jestem Jej OGROMNIE wdzięczna, bo wiem, że bez Niej bym sobie nie poradziła. Dziubasku, wielki buziak, jeśli to czytasz :* (btw, szkoda, że nie mogłam zobaczyć, jak zareagowałaś na list ode mnie...)

Uff, dobrnęłam do końca. Nie będę Was już dręczyć szczegółami, opisami dekoracji, wyglądu stołu i tym podobnych. Jeśli ktoś będzie miał ochotę zapytać, to odpowiem w komentarzach.

I brawa dla wszystkich, którzy doczytali do końca! :) To chyba najdłuższa notka w mojej blogowej karierze ;) Teraz czas na Was i na Wasze najdłuższe w karierze komentarze :P

54 komentarze:

  1. no i się wzruszyłam :) dzień ślubu pełen wrażeń, ale takie szczęście bije z każdego słowa :) życzę szczęścia na kolejne, tym razem małżeńskie lata ;*

    'nikt nie wpadł do stawu' - zabiło mnie to ;P
    a jak A. zareagował na teksty miesięcznicowe ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję w imieniu swoim i Męża :) :*

      to, że nikt nie wpadł do stawu, to był nie lada wyczyn ;) jeden z kolegów był mocno wstawiony, w niedzielę nawet nie pamiętał, że wyściskał mnie jak dzieciak, więc to, że nie wpadł do stawu, to sukces nas wszystkich :P

      teksty miesięcznicowe A. przeczytał dwa lub trzy rano w niedzielę, nie skomentował ich wcale. Ale wieczorem, już w domu, kiedy byłam w łazience zaczął czytać następne. Kiedy wyszłam, zobaczyłam, że ukradkiem przecierał oczy. Powiedział mi, że pierwszy raz przeze mnie płakał. Że to było takie piękne, że tak pięknie o Nim napisałam, że się wzruszył :) więc chyba dobrze ;)

      :*

      Usuń
  2. NIe wiem czy moj koemntarz bedzie dlugi czy nie...ale powiem Ci szczerze, ze ja chetnie bym wroicla do tamtego Najwazniejszego Naszego Dnia :) Przezyc to jeszcze raz...tak chcialabym...i moim zdaniem ja mniej sie odCiebie stresowalam, ale kazdy inaczej na takie sytuacje regauje....wierze, że zawsze bedziemy Szczesliwe z Naszymi Drugimi Polowami i zawsze bedziemy dobrze wpsominac Najwazniejszy Dzien w Naszym Zyciu :) A świadkowie sa nieocenieni na slubi...gdybym miala jeszcze raz wychodzic za maz to znaczy powtorzyc dzien mojego slubu to wybralabym na pewno tych samych swiadków...kurcze wlasnie spbie przypomnialam ze nie opisalam C czegoos istotnego w liscie co dotyczy swiadkow, ale ze jeszcze go nie wyslalam to moze uda mnie sie jutro dopisac pare slow na ten temat..
    buziaki Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, świadkowie są bardzo ważni w tym dniu:) ja też się cieszę, że właśnie Oni - Olka i Paweł - byli w takiej roli :)

      a stresować to ja się zawsze stresuję jak chcę, żeby wszystko było perfekcyjnie.

      Usuń
    2. Wiem wiem, ale to juz za nami wiec mozemy stresowac sie czyms innym

      Usuń
    3. ja na razie - na szczęście! - nie mam się czym stresować ;)

      Usuń
    4. Ja troche mam ale to nie czas i miejsce na pisanie o tym...
      udanego urlopu :) ;*

      Usuń
    5. dziękuję :* już po urlopie niestety :(

      Usuń
    6. To teraz czekam na relacje :) w liscie ma sie rozumiec i tu tez ;)

      Usuń
    7. wszystko w swoim czasie ;) na razie się zbieram do kupy, bo ciężko wrócić do pracy po tygodniu wolności :D

      Usuń
  3. W połowie zaczęłam płakać. A potem poszło... Kochana, stresowałaś się, bo to najważniejszy dzień w Twoim życiu, ale kurczę, wyszło pięknie z tego co widzę! Dostaniemy jakieś zdjęcia? I mam nadzieję, że obowiązek małżeński jednak spełniony i małżeństwo skonsumowane? :D hihih!

    Ech, pewnie byłaś najpiękniejszą panną młodą! :* A ten pomysł z tymi kopertami, to chyba sama od Ciebie odgapię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, ciągle u mnie płaczesz. Chyba przestanę pisać... ;)

      Mam nadzieję, że wkrótce dostaniemy (!) jakieś zdjęcia, bo ja też jeszcze żadnych nie mam, oprócz jednego, które wrzuciłam na fotobloga;)

      Małżeństwo skonsumowane, nie mogło być inaczej ;)

      Usuń
    2. Mogę dostać link do fotobloga? :-))

      Mmmmmmmmm! <3

      Usuń
    3. http://www.photoblog.pl/porcelanowadama

      Usuń
    4. Wyglądałaś OSZAŁAMIAJĄCO!!!

      Usuń
    5. żartujesz chyba :P zwyczajnie...

      Usuń
    6. Cudownie! I rzadko prawię takie komplementy kobietom, zważ na to!! :P I wyłącz ten cholerny antyspam!!: D

      Usuń
    7. czep się tramwaju w Krakowie, a nie mojego antyspamu! :P

      Usuń
    8. tramwaje w Krakowie dobre są :D a antyspam doprowadza do szaleństwa!!:P

      Usuń
    9. przecież już wyłączony ;) jest ok?

      Usuń
    10. no! :) i się nie czepiaj już :P

      Usuń
  4. Doczytałam, doczytałam i aż wzruszyłam się!! :) Dobrze, że chociaż znalazł się jeden rodzic, który rozładował atmosferę - u nas będzie problemem, bo rodzice to straszne beksy... To znaczy mój tata podchodzi na luzie do wielu spraw, ale kiedy tylko dowiedział się o ślubie, to prawie się popłakał, bo "nie chce mnie oddawać". ;-) I już mówi, że będzie płakał jak nic... Ja mam ogromnego stresa, że nie uda mi się wymówić przysięgi, bo będę ryczała jak głupia!
    Justynko, miałaś wspaniały pomysł z tymi kopertami - A. na pewno zachwycony! A co do świadków - dobrze wybrać takie osoby, które pomogą. Wiem z doświadczenia, że to odpowiedzialna rola, ale bardzo wdzięczna... Też trzymałam suknię, co jest nie lada wyczynem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bałam, że będę płakać na przysiędze, ale jakoś przeżyłam - strasznie się stresowałam, ale nie płakałam :)

      Dziękuję za docenienie pomysłu :* A. jeszcze długo będzie czytał moje wypociny ;)

      Usuń
  5. Przepięknie wszystko opisałaś. Bardzo się wzruszyłam;) Cieszę się, że wszystko się udało i życzę Wam wszystkiego co najlepsze na nowej drodze życia:) Czekam na zdjęcia:D
    P.S: Nadal będziesz dawała notki na 15-tego i liczyła miesiące, czy teraz 10-ty będzie ważniejszy:P ?
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :* co do notek, to właśnie mam problem :P ale myślę, że będę pisać nadal na 15-tego, mimo, że 10 też będzie bardzo ważny:) myślę, że w miesięcznice nadal będą pojawiały się notki o A., a w rocznice ślubu jakieś dłuższe, może podsumowania kolejnych lat? zobaczymy :)

      Usuń
  6. Rozpłakałam się czytając o przysiędze :D To takie piękne i wzruszające. Ciesze się Twoim szczęściem :D W ogóle akcja z motocyklami świetna:D Gratuluje ! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :* nie płaczcie mi tu wszyscy, bo pomyślę, że tak żałośnie piszę :P

      taak, motocykliści dali radę :)

      Usuń
  7. Justynko, cieszę się ogromnie, że wszystko się udało :* ślub już za Wami, nie musisz się już stresować, teraz możecie z uśmiechem na ustach wspominać najważniejszy dla Was dzień :)
    Pięknie to opisałaś :) :* najbardziej ujęła mnie oczywiście przysięga i wręczenie A. kopert z comiesięcznymi tekstami. Wzruszające... :*
    Kochani, życzę Wam raz jeszcze wszystkiego dobrego! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy :* jeju, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że już po.. wszystko przez ten stres.. uff!

      Usuń
    2. Kurcze, mam nadzieję, że ja się tak stresować nie będę :) chociaż jak znam siebie, to niestety jest to prawdopodobne :)

      Kiedy dostaniecie zdjęcia? :)

      Usuń
    3. zdjęcia od fotografa będą pewnie koło października dopiero :/ szybciej będą zdjęcia z pleneru, który zrobiła nam koleżanka w zeszłym tygodniu. jak tylko będę miała coś więcej, to na pewno się podzielę :)

      Usuń
    4. Będę (nie)cierpliwie czekać ;)

      P.S. Musisz zaktualizować drugą zakładkę ;)

      Usuń
    5. ale żeście się czepiły! jak nie antyspam, to zakładka nie pasuje :P odczepcie się ;)

      w końcu to zrobię ;)

      Usuń
    6. :D to jak już mowa o czepianiu to mnie też antyspam wkurza ;D

      Poza tym nigdzie nie napisałam, że mi zakładka nie pasuje ;P

      Usuń
    7. wyłączyłam już przecież ;) dalej jest?

      Usuń
    8. Sprawdziłam i rzeczywiście nie ma ;) :P

      Usuń
  8. Jestem całkowicie przypadkowo, ale dotrwałam do końca i to z uśmiechem na ustach ;) Za rok czeka mnie prawie to samo, dlatego nawet już teraz zaczynam się stresować. Wyszło Wam to wszystko pięknie!
    Gratuluję i szczęścia życzę na nowej drodze życia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy bardzo :) mam nadzieję, że i u Ciebie wszystko wyjdzie pięknie! :)

      Usuń
  9. a będzie zdjęcie slubne, chociaz jedne????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak tylko jakieś zdobędę, to pewnie tak :)

      Usuń
  10. A ja miałam stresa razem z Tobą :) Na początku gratulacje, w końcu to najważniejszy dzień w Twoim życiu :* Tak jak pozostali czekam na zdjęcia, chociaż jedno :) Twój mąż trochę zawalił z nocą poślubną ale chyba można mu to wybaczyć, po takim emocjonalnym i ważnym dniu :) A nie miałaś sesji zdjęciowej, gdzieś w plenerze czy studiu? Bo chyba nie doczytałam a specjalnie znalazłam trochę więcej czasu aby przeczytać wszystko od deski do deski :) Naprawdę cieszę się razem z Tobą :) I chyba jesteś jedyną panną młodą, która nie chciałaby przeżyć swojego ślubu jeszcze raz ;) Szczęścia życzę na nowej drodze życia :) I dużo miłości :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :* zdjęcia będę mieć pewnie koło października dopiero, bo nasz fotograf jest trochę zajęty, a dodatkowo jedzie do sanatorium.. o sesji może nie napisałam, nie pamiętam nawet :P więc tak: mieliśmy "plener" podczas wesela, ale strasznie krótki, bo mieliśmy bardzo napięte wesele, bo późno się zaczynało.. ale w tamtym tygodniu mieliśmy plener, na który zabrała nas znajoma fotograf i zdjęcia będą trochę szybciej niż w październiku :) mam nadzieję, że po wyjeździe już będę mogła Wam coś pokazać :)

      Usuń
    2. Zauważyłam, że teraz modne jest robienie sesji w plenerze po ślubie :) no to czekamy :)

      Usuń
    3. nie wiem, czy modne, ale na pewno wygodne.. bez stresu, bez pośpiechu, wszystko można na spokojnie zorganizować :) cieszę się, że udało nam się to tak zrobić :) i ja też czekam, mam nadzieję, że po weekendzie już coś będę miała :)

      Usuń
  11. Ojeeeeej... jakie to wzruszające było... :)
    Teraz to mnie tyle nerwów i stresu czeka.

    Gratuluję i wszystkiego co najlepsze życzę na nowej drodze życia! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) i życzę, żeby szybko było po stresie :)

      Usuń
  12. Ojejku Gratulacje :)
    Znam te nerwy i stres :) sama jestem niecałe 3 miesiace po ślubie .

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję!:)i już mnie stres obleciał, jak o będzie za rok...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie dobrze :* chociaż nerwy też będą ;)

      Usuń
  14. Szczerze zazdroszczę Ci tej chwili, całej tej otoczki, fantastycznego, wspierającego Cię faceta. Masz dużo szczęścia, że na Twojej drodze pojawił się właśnie ktoś taki. Życzę Wam samych najlepszości na nowej drodze życia, mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi tak jak w dniu Waszego ślubu i mam nadzieję, że miłość nigdy Was nie opuści. Uściski dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* ale to nieprawda, że A. mnie wspierał - zostawił wszystko na mojej głowie i przyszedł na gotowe :P

      Usuń